Rozbawił mnie znowu ten Bauman*, który namawiał ostatnio studentów w Madrycie, aby zamiast demonstrować, zakładali kooperatywy:). Gdyby choć pomylił pojęcia ze względu na końcówki..., ale milcz serce. Takie antidotum wybitny myśliciel wypocił na kryzys ekonomiczny świata zachodniego.
Nie czarujmy się! - kryzysik tak łatwo nie odpuści, gdyż najwidoczniej jest częścią ogólnego PYK - załamania się cywilizacji zachodniej. Po prostu i zwyczajnie. Nad tym winni czaszkować co lepsi eksperci od socjoekonomii i kultury, zamiast pieprzyć byle co w wyższych konwencjach samopomocy.
Zachodni kryzys cywilizacyjny przekłada się naturalnie na... miniskalę, co np. w Polandzie uwidoczniło się w postaci tegorocznej nagrody „Nike”. Pomijam z nudów dwójkę mega protagonistów - Michnika i Bieńczyka; wrażenie na mnie zrobił ten trzeci, który wykwintnie opiewał zalety esejów laureata.
Wg niego jest to Everest kultury europejskiej - „jakbyś siedział na tarasie kawiarni, słuchając kwartetu Schuberta, z kieliszkiem wybornego wina w dłoni, na rzymskim Campo di Fiori”. Ja się zabiję:) - nie trzeba być żadnym miedwiedistą, żeby akurat ten super placyk kojarzył się z dnem cywilizacji.
W 1553. na rozkaz papy Juliusza III w żydowski nowy rok Rosz Haszana księgi talmudyczne zostały spalone na Campo di Fiori. Z pół wieku później spalono tam Giordana Bruno. W 1943. Miłoszowi karuzela na tle płonącego getta skojarzyła się z Campo di Fiori - z „brukiem opryskiwanym winem”.
@
*Rok temu (Bauman): „Mur wokół terenów okupowanych to próba prześcignięcia zleceniodawców muru wokół getta warszawskiego; Izrael wyzyskuje Holokaust jako glejt na własne bezecności”.


Komentarze
Pokaż komentarze (64)