Pokojowy Nobelek dla Unii jest wg mnie takim samym sygnałem paraliżu, jak nieumiejętność zwalczania popaprańców w rodzaju Breivika. Najbardziej dojmującymi odczuciami są aktualnie beznadzieja i bezradność - psim obowiązkiem norweskiej komisji powinny być próby przełamania marazmu.
Ale, o czym ja tutaj gadam. Wszyscy boją się przecież, że - łozgrozo! - ze skrajności polegającej na dreptaniu w g. i schamieniu myślowym - podpartej kryzysem ekonomicznym - najłatwiej byłoby przejść w złowrogą drugą inszość: nacjonalizmy, dyskryminację, antysemityzm, rasizm itp. „izmy”.
Nie wiem, czy Państwo zauważyli, ale w związku z obchodzonym intensywnie 50-leciem Jamesa Bonda wszyscy... przypomnieli sobie nagle o zapoznanej postaci sekretarki M (szefa MI6). Ta ostro ufryzowana „Miss Moneypenny”, często w szylkretowych okularach, napalała się na „007” - bezskutecznie.
Najlepiej rolę tę odtwarzała nie żyjąca już Lois Maxwell i z największym odpałem patrzyłem zawsze, jak Sean Connery, mijając ją z czarującym uśmiechem, ciska kapeluszem na stojący w kącie wieszak. Kto by pomyślał, cholera, że ta karykaturalna postać stanie się teraz jakby symbolem epoki.


Komentarze
Pokaż komentarze (51)