Niemieckie służby BND poinformowały właśnie w związku z 50-leciem krysysu kubańskiego - że Fidel Castro sprowadził wówczas na słoneczne Antyle b. esesmanów w celach szkoleniowych. Ciekawe, czy senator Robert Kennedy wiedział o tym, proponując nasłanie na Fidela płatnych zabójców*.
Jeśli zastanowić się nad tym szerzej - w perspektywie historycznej - dlaczego właściwie celownik snajperski (ok, ok) miałby nie namierzać w swoim czasie różnych mega rzeźników. Tego rodzaju metoda eliminowania odchyleńców wydaje mi się pełna zdrowego sensu i uzasadniona moralną racją stanu.
Liczba przykładów, kiedy użycie sprawdzonych metod mafijnych byłoby w pełni uzasadnione jest przecież wręcz niewyczerpana. Pomijając już nawet Heroda, Kaligulę czy Nerona... - świat zyskałby tylko wymierzając na czas czapę różnym Czyngis-chanom, Petlurom, Robespierrom i małym kapralom.
Powodowany skromnością nie wspomnę już nawet o pewnych luminarzach z euroazjatyckiego kręgu cywilizacyjnego (łącznie z najnowszymi bałkańskimi). Wzdycham tylko dyskretnie na samą myśl o ustrzeleniu imperatora Hirohito, Mao, Pola Pota lub afrykańskich miłośników krokodyli - cysorza Bokassy i Idi Amina.
Czy takich „kalibrowych” ludobójców - w najlepszym razie w tzw. majestacie prawa międzynarodowego - należałoby tylko ciągać po trybunałach w Hadze? Czy też pomysł senatora „Boba” Kennedy'ego z nasyłaniem na nich chłopców z ferajny - nie jest wciąż dużo bardziej racjonalny, a zwłaszcza adekwatny?
@
*Wczorajszy wątek „Komuś dzwonią”


Komentarze
Pokaż komentarze (56)