W luźnym bełkocie stosowanym na tematy bliskowschodnie w polskich mediach mainstreamowych chlubnym wyjątkiem jest dla mnie - „Bartosz Węglarczyk poleca” - w Rzepie. Dlatego wyjątkowo gorąco polecam najnowszą notkę tego doświadczonego skądinąd dziennikarza dotyczącą Izraela.
Cytat skrócony: „Hezbollah wysłał nad Izrael bezzałogowy samolot zwiadowczy. Izraelczycy zestrzelili go po kilkudziesięciu minutach lotu znad Libanu, nad M. Śródziemnym, Strefą Gazy w pobliżu izraelskiej elektrowni atomowej na pustyni Negew. Dla izraelskiej armii to prawdziwy koszmar - łatwo sobie wyobrazić choćby ataki kamikadze takich samolotów np. właśnie na elektrownię atomową lub budynki rządowe w Tel Awiwie”.
Pomijając drona, o którym gadałem już wczoraj - w Izraelu nie ma, nigdy nie było i raczej przez kolejnych 3000 lat nie będzie ani jednej „elektrowni atomowej”. W podobnych parametrach:)... Węglarczykowi pomylił się Tel Awiw z Jerozolimą - jeśli chodzi o lokalizację głównych „budynków rządowych”.
W kwestii elektrowni atmowych nadmieniam: nie ma ich tutaj, bo Izrael nie ratyfikował i zapewne w dającej się przewidzieć przyszłości nie ratyfikuje „traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej” (NPT); po japońskim tsunami etc. nasiliły się też obawy przed konsekwencjami wstrząsów podziemnych.
@
Węglarczyk rozwodzi się też nt. rosnącego zagrożenia wynikającego z faktu, że ostatnio hamasowcy w Gazie odpalili po raz pierwszy ręczną rakietę "Striela” (SA7) na izraelski śmigłowiec (chybiając celu...). Okej - rakiety przeciwlotnicze hamasowcy mają już od paru lat, a izraelskie helikoptery wyposażone są w specjalne flary i in. zabezpieczenia; porównania ze Stingerami w Afganie - pudło:).


Komentarze
Pokaż komentarze (58)