Polski taryfiarz obrzucił antysemickimi bluzgami kobietę z Izraela, która odwiedziła Kraków na zakończenie wystawy swojego ojca. Przypadkowo ten ojciec był jednym z ocalonych ze słynnej „Listy Schindlera” - w filmie Spielberga wątek ze ślubem w Płaszowie oparty jest na jego przeżyciach.
Chodzi o grafika Josefa Bau zmarłego w Tel Awiwie w 2002. Jego córka Clila nagłośniła aferę z taksówkarzem, którego zawieszono. Wyobraźcie sobie, jakie fantastyczne newsy mogły polecieć za granicą: antysemicka napaść w Polsce na córkę jednego z Żydów ocalonych przez szlachetnego Niemca.
W 1994. zrobiłem z Josefem Bau wywiad dla „Wprost” po tym, jak filmu „Lista Schindlera” nie puszczono w świecie arabskim: „Nie warto się nad tym zastanawiać; doskonale wiemy, o co chodzi. Oni po prostu nie chcą uwierzyć w to wszystko, co spotkało Żydów w Europie w latach II wojny światowej”.
Czy byłeś w Polsce od czasu, kiedy wyjechałeś na stałe do Izraela?
"Nie byłem. Zwyczajnie się boję, że nie wytrzymam psychicznie. Najbardziej boję się konfrontacji z Krakowem. To jest moje miasto, gdzie się urodziłem i skończyłem ASP. Mój kuzyn po latach pierwszy raz pojechał do Krakowa i umarł na zawał po drodze... w Warszawie. Nie boję się śmierci, ale...
Czy w ogóle od przyjazdu do Izraela wyjeżdżałeś gdzieś za granicę?
"Byłem w Niemczech i w Austrii. Zeznawałem na procesach zbrodniarzy wojennych. Potem miesiąc leżałem w szpitalu. 20 lat temu złapano Niemca, który na moich oczach zabił mojego ojca. Ja wtedy za nim biegłem, żeby mnie też zabił. Po latach byłem świadkiem na jego procesie w Wiedniu.
"Jeszcze wtedy na sali sądowej, gdy skończyłem składać zeznania, złapał laskę i zaczął nią we mnie celować. Do dziś szukam parapsychologa, który by mi choć trochę to wszystko wytłumaczył”.


Komentarze
Pokaż komentarze (152)