Prof.Czesław Robotycki,dyrektor Instytutu Etnologii i Antropologii KulturyUJ, powiedział w wywiadzie dla krakowskiej Gazety Wyborczej, że sekowane przeze mnie jasełka z żydożerczymi kretynizmami są tak naprawdę cacy i całkiem OK.
Według niego – “Czym innym są wygłupy ludowe, a czym innym refleksja nad Shoah (...). Życie toczy się równocześnie na kilku poziomach. Jak się te poziomy pomiesza - powstaje problem”.
Otóż, proponowałbym raczej spojrzeć w głąb, bo czasem w pionie widać lepiej. Holokaust był, rzecz jasna, zbrodnią niemiecką, ale był też “zwieńczeniem” odwiecznej - wielopłaszczyznowej… nomen omen - nienawiści do Żydów w Europie.
Czy naprawdę tak trudno zrozumieć, że antysemickie jasełka to integralna część tej rzeczywistości? Dokładnie zresztą z tego powodu – wiedziony orientacją w terenie płaskim - zaznaczyłem, że “niewinne jasełka” w Rynku Głównym leciały 50 km od Auschwitz.



Komentarze
Pokaż komentarze (178)