Środowy “Times” wydawał się zszokowany że akurat w Kenii - “najspokojniejszym i najbardziej stabilnym kraju Afryki” - z dnia na dzień - Murzyni zaczęli chlastać się maczetami i podpalać świątynie z ludźmi. “Timesowi” wyraźnie pokręciło się we łbie lub nie zwalczył w sobie noworocznego kaca, co zdarza się też w najlepszych gazetach.
Wiadomo od dawna, że w kwestii swych dokonań kolonialnych np. w Afryce, Brytyjczycy cierpią na chroniczną amnezję. Właśnie w tymże “najspokojniewjszym i najbardziej stabilnym kraju” Angole nie tylko dosiadali emu na Safari, lecz dopuścili się ludobójstwa w połowie XX stulecia, tłumiąc bezwlędnie powstanie Mau-Mau.
“Nobliwy Times” - jak nazywały go zasłużone “massmedia” w PRL - zapomniał też przy okazji o innych drobnych, acz całkiem krwawych rzeźniach etnicznych i wojnach, których Kenia zaznała w następnych dziesięcioleciach. Przedostatnia ostra czystka - z tego, co pamiętam - miała miejsce w latach 90. między plemionami: Kikuju i Luhja.
Szwankująca pamięć zbiorowa Brytyjczyków pomaga im pochylać się nad krzywdą “uciskanych ludów” – szczególnie na Bliskim Wschodzie. Np. niestrudzony graficiarz brytyjski Banksy przed Bożym Narodzeniem pochylił się nad dolą Palestyńczyków w Betlejem (Autonomia Palestyńska), strzelając tam parę antysyjonistycznych malunków.
Chodziło o izraelski tzw. Mur Bezpieczeństwa, chroniący przed terrorystami-samobójcami. Widziałem te rysunki, pracując ostatnio w Betlejem dla TVN24: gołąbek pokoju w kamizelce kuloodopornej, z gałązka oliwną, namierzony celownikiem snajperskim; dziewczynka palestyńska rewidująca Izraelczyka w pełnym uzbrojeniu, stojącego twarzą do ściany.
Mam dla Banksy’ego nieco sympatii, bo świat dostaje coraz większego świra, a on nieźle oddaje to sprayem na murkach z pustaków. Wolałbym jednak zobaczyć jego malunki, np. z nawalonym angielskim kibolem z shotgunem i w kolonialnym hełmie - na firmamencie Nairobi.



Komentarze
Pokaż komentarze (88)