W odblaskowym biurowcu z przezroczystymi windami i dębowymi parkietami - na dole jest bar ze stalowymi kolumnami i zielonymi lampami. W pewnym momencie z rozwieszonych luzem ekranów wysokiej rozdzielczości zniknęły kostnice pełne bezdomnych i ukazała się sporawa, pęczniejąca w oczach smuga nad centralnym Izraelem.
Obserwowali ją z lekkim niepokojem ludzie nad morzem w Tel Awiwie, opaleni ochroniarze przed bankami i kierowcy w korku-gigancie na autostradzie do Jerozolimy. W pierwszej chwili pomyślałem, że to jakby zaćmienie słońca; ale płaskie ekrany nad barem pozwoliły ustalić ponad wszelką wątpliwość, że smuga na bezchmurnym niebie pęcznieje coraz bardziej.
Wpatrzeni w ten cykl dziennikarze, pijący cienką Lavazzę przy barze, przypomnieli sobie, jak w czasie I wojny w Zatoce iracki Saddam ostrzeliwał scudami Tel Awiw. Tym razem okazało się szczęśliwie, że Izraelczycy przeprowadzili właśnie udaną próbę z nowego typu, dwuczłonową rakietą balistyczną, mogącą lekko dolecieć do Persji.
Okazało się przy tym, że przetestowany został nowy rodzaj napędu, który wykorzystywany będzie m.in. do systemów antyrakietowych, zdolnych rozpieprzyć irańskie pociski jeszcze nad głowami ajatollahów. Dlatego zresztą odpalenie pocisku odbyło się w pełnym świetle dnia, co wywolało “lekki niepokój” - nie tylko w centralnym Izraelu.
Parę godzin później Ahmadineżad powiedział sieci al-Dżazira: “Izrael nie ośmieli się zaatakować Iranu; ten kraj powinien zniknąć z mapy świata”. A oczka to mu uciekły w głąb.



Komentarze
Pokaż komentarze (57)