Izraelski film “Beaufort” ubiegać się będzie o hollywoodzkiego Oscara, ale przyznaję z całym bezwstydem, że jakoś niezbyt mi zależy na tym splendorze. Choć, co prawda, złotawa figurka rycerza z mieczem krzyżowców należałaby się filmowi, którego tytuł pochodzi, nomen omen, od ruin fajnie położonego zamku krzyżowców w południo wym Libanie.
Żarty żartami /-/ - kino izraelskie ostatnio naprawdę ostro buzuje, a jedną z jego tzw. wizytówek jest “Beaufort” - film świetnie skrojony, acz w jaskrawym nowohollywoodz kim stylu pacyfistycznym. Dlatego też zapewne załapał się na Hollywood, bo w oskarowej komisji siedzi, jak wiadomo, lobby żydowskie, mające potąd…wojny w Iraku.
Poza wszystkim, mam nadzieję, że bitwa o Oscara stanie się kolejną odsłoną konfrontacji polsko-żydowskiej ze względu na aktywny udział w niej filmu “Katyń” Andrzeja Wajdy. Obawiam się jednak, że w tym niezwykle poruszającym filmie zabrakło istotnego elementu, który mógłby pozytyw nie zaważyć na werdykcie w/w komisji oskarowej.
Otóż, nie ma tam konkretnie żadnych akcentów żydowskich, choć jak wiadomo, w Katyniu wielu polskich oficerów etc. Tak się złożyło, że niedawno robiłem wywiad z Andrzejem Wajdą w Krakowie - w ramach projektu książkowego; no i akurat wypłynęła ta “luka” w związku z jakimiś pytaniami przesłanymi przez izraelską gazetę “Haarec”.
Pan Andrzej spojrzał na mnie z głebokim westchnieniem i tym swoim rozbrajającym uśmiechem; z różnych względów nie chciał wprowadzać tegoż wątku. A można by przecież strzelić ponadczasową dokrętkę z lobby żydowskim w Katyniu - w szynelach z gwiadkami Dawida – szepczącym coś o zawiłych stosunkach Polski z Rosją i Niemcami.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)