Julia Baird-Lennon, siostra słynnego Beatlesa (uderzająco do niego podobna) nie kryła wczoraj głębokiego zaskoczenia, odbierając w Liverpoolu pismo z rąk rozemocjonowanego ambasadora Izraela Rona Prosora. Były to oficjalne przeprosiny za to, że gdzieś w 1965 r. Izrael nie zgodził się na występy grupy “The Beatles” w Tel Awiwie.
Przeprosiny wystosowane zostały akurat teraz, gdyż MSZ w Jerozolimie zaprosiło dwóch żyjących nadal Beatelsów, Paula McCartneya i Ringo Stara, na majowe obchody 60-lecia Izraela. Oto, jak opisałem kulisy odwołanych 1000 lat temu występów w dziennikarskiej książce pt. “Właśnie Izrael”.
“W połowie lat 60. słynnemu zespołowi The Beatles nie przyszłoby nawet do głowy, aby ruszyć w trasę koncertową do Azji Mniejszej. Ktoś w Tel Awiwie dowiedział się jednak, że legendarny impresario zespołu, Brian Epstein, ma w izraelskim kibucu rodzoną siostrę imieniem Dwora. W ten sposób udało się do niego dotrzeć i nadspodziewanie łatwo załatwić zgodę na występy gościnne.
“Czwórce z Liverpoolu trzeba było jednak zapłacić w twardej walucie, a to był wtedy w spartańskim Izraelu poważny szkopuł. Musiała się w tym celu zebrać jakaś specjalna komisja parlamentarna ds. kultury, żeby zatwierdzić wniosek o przydział dewiz etc. Cała sprawa upadła, gdyż izraelscy „politrucy” (pod wpływem Goldy Meir) uznali, że „Beatlesi swoim zepsuciem zaraziliby młodzież izraelską.
“Trudno uwierzyć, ale cały ten kretynizm nie miał miejsca w demoludach, gdzie wciąż brakowało dewiz, lecz właśnie w Izraelu. W dodatku chodziło o „grzecznych” Beatlesów, a nie dużo bardziej rozbuchanych - Rolling Stonesów, którzy 2 lata później wystąpili w Warszawie. Doszło do słynnej zadymy pod PKiN i potem jak przyszło do płacenia, Stonesi dostali za koncert wagon gorzały, który rozpili”.



Komentarze
Pokaż komentarze (31)