Z niejasnych powodów wielu przytomnych ludzi dostaje świra lub robi za sierotki po dzieciach kwiatach - gdy tylko na ekranach świadomości wyświetla im się Bliski Wschód. Takież właśnie ezoteryczne zjawisko zachodzi teraz znowu w związku z “holenderskimi pocztówkami”, na których Anna Frank figuruje z czerwoną arafatką na szyi.
“Pocztóweczki” sugerują, że nie jest wcale tak, iż gołąbeczki palestyńskie terrorem chcą zmusić Izrael do ustępstw możliwych jedynie w formacie chorej jaźni; przeciwnie: izraelskie zbiry z trotylem w gaciach rozwalają palestyńskich milusińskich. /-/ Jest to oczywiście kolejna odsłona chamskiej propagandy, sugerującej jakoby Palestyńczycy byli eksterminowani - niczym Żydzi w Holokauście.
Prawem paradoksu – wyluzowana ojczyzna tulipanów etc. znajduje się od paru lat w centrum “pokojowej konfrontacji” z wojującym islamem. W 2004 r. islamski skurwiel z Maroka zastrzelił w środku Amsterdamu reżysera Theo van Gogha (prawnuka brata Vincenta) za film potępiający kastrowanie łechtaczek kobietom w świecie islamskim.
Ani ten mord, ani widoczki z arafatką - nie oświeciły niektórych komentatorów, zdaniem których: “kontrowersyjna kartka wpisuje się w nurt ostatnich prowokacji artystycznych i wolności słowa w Holandii. Kartka zbliżyła do siebie muzułmanów i żydów (…). Obie grupy stanęły wspólnie w walce z wolnością słowa i prawdopodobnie wspólnie przegrają”.
Autorem tych niewinnych uwag jest “politolog i arabista” M.Kubicki z warszawskiego portalu “Arabia.pl”; ja zaś pytam niewinnie: a co, jeśli “pocztóweczki” zostały zamówione przez irańskich mułłów, chcących w ten sposób przewekslować tragedię Holokaustu na Palestyńczyków, podważając przy tym prawomocność Izraela?
Wątpliwe przecież, aby “widokówki” sfinansowali Holendrzy, dla których Anna Frank jest ikoną i kimś absolutnie nietykalnym. Nawet zdychającego 150-letniego kasztanowca, na który z dwa lata patrzyła ze strychu - nie dali wyciąć.



Komentarze
Pokaż komentarze (36)