Japoński dokumentalista Yuataka Sakai kręci w Izraelu film o rozwaleniu w 1981 przez izraelskie lotnictwo reaktora “Osirak” pod Bagdadem. Gdyby nie ta fantastyczna akcja, Irakijczycy dorwaliby się do atomu i Amerykanie nie mogliby 10 lat później odbić Kuwejtu po tym, jak zajęty został przez dzielnych chłopców Saddama Husajna.
Dokument pt. “Option The Osirak” wyemitowany zostanie w maju przez publiczną telewizję japońską NHK. Złożą się na niego m.in. rozmowy z lotnikami, którzy brali udział w nalocie (ósemka F-16). Do tej grupy należał też późniejszy astronauta izraelski Ilan Ramon, który zginął w katastrofie wahadłowca Columbia w 2003 r.
Nie trzeba nikomu tłumaczyć, dlaczego akurat Japończycy interesują się szczególnie - szeroko rozumianymi kwestiami nuklearnymi. Tak dalece ich to bawi, że nawet zaliczyli rozwałkę “Osiraka” do najważniejszych wydarzeń XX wieku. Przypuszczalnie wychodzą z założenia, że podniebne rajdy na instalacje “A” mogą się powtórzyć.
Tym razem nie chodziłoby zresztą o przedpola Bagdadu, lecz ukryte przed okiem ludzkim “rezerwaty przyrody” w Iranie. Publiczna telewizja w Tokio nie zamawiałaby takiego filmu, gdyby nie była przekonana o jego pozytywnym przesłaniu. I jak tu wytłumaczyć upartym Japońcom, że wzbogacony uran potrzebny jest mułłom do hodowli kalafiorów.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)