Jak już mówiłem m.in. na tym blogu, marzec-68 okazał się początkiem końca komuny. Opisałem to w powieści pt. “Grupy na wolnym powietrzu” - wydanej w “Świecie Literackim”. W paru krótkich fragmentach przypomnę klimaty tych wydarzeń. Cała książka napisana jest językiem stylizowanym na potoczny.
x
„W karnawale ’68 udawaliśmy sami przed sobą, że kompletnie nic się nie dzieje w Warszawie. Na uniwerku pojawiły się ulotki „Żydzi do Palestyny” i w murach tej uczelni kiedyś przed II wojną było getto ławkowe, i jakbyś z lekka nie wiedział, o co chodzi. Mieliśmy po 20 lat z górą i zdawało nam się już dawno, że wyrośliśmy ze wszystkich uniwersytetów, bo już byłeś jakby z tego rocznika, że z komuchami nie miałeś co gadać.
„Wieczorami strzelaliśmy grzany browar z korzeniami w kiosku pod Cedetem (późniejszy „Smyk”) i baba w waciaku na białym fartuchu rozlewała w kufle z parującego czajnika. Pamiętam, jak zziębnięty kierowca pogotowia nie dopił piweczka i włączył syrenę, bo dostał wezwanie pod pomnik Mickiewicza, gdzie jacyś studenci demonstrowali przeciw zdjęciu „Dziadów”.
Na dole w „Delikatesach” Cedetu parzyli kawę „Trzy palmy” – śliska podłoga z błotem i trocinami – w rzędach telewizorów na piętrze wodowali okręt: matka chrzestna w woalce nie mogła trafić szampanem w burtę i wiatr wschodni zniósł z powrotem kry do portu. Termometry wskazywały 0 stopni, ale byly silne wiatry wschodnie pod chmurami, więc było jakby zimniej.
cdn - jutro lub pojutrze



Komentarze
Pokaż komentarze (20)