Więc wartało rozejrzeć się lepiej po tym kanale zapyziałych osiedli WSM lat 60. – gdzie „uśmiechnij się do sklepowej”, żeby dała serdelowej spod lady, było jak uśmiech do rachunku, z kurwą zamiast przecinka i wiejskie baby-cielęciary biegały po zaszczanych klatkach schodowych, z krwawą dupą krowy na ramieniu albo z końskimi gnatami w słomianych koszach.
Pod Zbowidem na tle plansz z trupami w pasiakach koncertowała „Orkiestra z Chmielnej” - facet w oprychówie ryczał przepitym basem „biały gołąbek skrzydlaty”, zbierając drobne na mandolinę z zerwanymi strunami. Na Nowym Świecie skulony człowieczek w góralskim kapeluszu sprzedawał zmarznięte oscypki w bramie koło komisu z kolejką elektryczną Colorado-Express.
Pamiętam, jak chodziliśmy z mordami do naszych starych, że dali się zjelenizować z tym pięknym ustrojem i sporo czasu minęło, zanim odkrywałeś, że mają wypalony towar na składzie. Tylko że naprawdę gdzieś do tego momentu byłem takim jednym, co nie miał czasu na politykę i odpuściłem sobie rozmówki z komuchami, choć sam jeszcze tego nie wiedziałem.
Więc pamiętam - jakbyś w lekko oświetlonym słońcem powietrzu patrzył na niedaleki krajobraz - w jasny i mroźny dzien wychodzicie z roześmianymi dziewczynami z bramy Uniwersy tetu na zaśnieżone Krakowskie Przedmieście; w rozpiętych furmańskich kożuchach z postawionymi kołnierzami idziecie do „Flisa” na Świętokrzyskiej z papierową karuzelą nad bufetem.
cdn



Komentarze
Pokaż komentarze (11)