Więc byliśmy tak wściekli, że nikt się nikogo nie pytał i wyrabiałeś sobie gardło z kolegami studentami - wyjąc różne piękne hasełka z "pieśniami rewolucyjnymi". Pamiętam, jak pierwszy raz w życiu pomyślałem, że można zmienić coś na lepsze w tych stronach, choć nie myślałem tego za pomocą słów i najwięcej mnie wkurwiali ci ormowcy z pałami w rękawach.
Wię czułem się całkiem niezgorzej z tym wszystkim, choć w domu powtarzali mi wciąż, żebym się do tego nie mieszał i na drugi dzien prasa centralna eksponowała: żydowskie pochodze nie „prowodyrów rozruchów studenckich na warszawskiej Alma Mater”. Robili Żydom coraz lepszą prasę i gadające łby w tv straszyły pogromami, że łeb ci pękał z nerwów od tej zabawy.
Niespodziewanie studenckie protesty rozszerzyły się na całą Polskę i co otwierałeś telewizor, to pieprzyli o „rewizjonistycz nych zapędach i syjonistycznej V kolumnie”. Na uniwerku leciał śnieg z drobno dartych gadzinówek i z kolegami studentami wyliśmy „prasa kłamie”, i mendziarze z psami i ormowcami wdzierali się na teren uczelni, bo w międzyczasie rozpoczął się strajk okupacyjny.
Tysiące ludzi koczowało wszędzie z kocami i gitarami i pamię tam, jak którejs nocy na dziedzińcu oświetlonym pochodniami z gazet graliśmy w nogę zdobycznym hełmem Golędzinowca. Więc to był start do jakiegoś wolnego i szczęśliwego myślenia - pęd pójścia naprzód jak w Czechosłowacji – fantastycznie wolna i szczęśliwa sytuacja, że momentami wiedziałeś o co chodzi i coś takiego wisiało w powietrzu, że chciało się wyć z radości.
Tylko że nasza „formacja umysłowa”, co dzięki kulturze pop komunę obchodziła zawsze z daleka - nie mogła jeszcze wtedy wiedzieć, że to wszystko zaczyna się walić z hukiem i odrzutem końca epoki; to było coś, czego nikt na świecie nie przewidział, tak samo jak nikt nie mógł wiedzieć, że od tego huku wiele jeszcze pójdzie szyb i odprysków rykoszetowych.
cdn (ku pokrzepieniu serc)



Komentarze
Pokaż komentarze (6)