Jednym z najbardziej postępowych liderów politycznych w Afryce jest od 28 lat prezydent Zimbabwe, Robert Mugabe, który skutecznie rozwalił ten kraj, wykopując białych farmerów z najlepszych ziem. Nie było też żadną rewelacją, iż “reżim Mugabe - przygotowując się do weekendowych wyborów - korzystał z pomocy izraelskiego Mossadu”.
Powiadomił o tym w rozmowie z gazetą Mail & Guardian (RPA), współpracownik opozycjonisty, Simby Makoni, walczącego o władzę z Mugabe. Informacje o akcji Mossadu są o tyle prawdopodobne, że - ścisłe związki między starożytnym Izraelem i tzw. Wielką Zimbabwe mogą datować się jeszcze z odległych czasów starobiblijnych.
Tak uważał niemiecki kupiec, geolog i podróżnik, Karl Mauch, który w 1871 roku wlazł na gruzowisko ze stożkowatą wieżą – w odległości 100 km od obecnej stolicy Zimbabwe, Harare. Mauch był święcie przekonany, że odkrył stolicę mitycznego Ofiru, skąd król starożytnego Izraela Salomon sprowadzał złoto, nałożnice i kość słoniową.
Wracając do Mugabe - w 2005 zarządził operację “Murambatsvina” (sprzątanie śmieci). Wojsko oczyściło wówczas Harare i in. miasta ze slumsów, wyganiając 700 tys. ludzi. Nikogo nie zdziwiły też ostatnie oskarżenia Amnesty International, że Mugabe zmusił opozycjonistów do zjedzenia ulotek wyborczych. W tym maczał palce Mossad, który nie ma nic innego do roboty, tylko podsuwać odżywki złaknionym demokracji afrykańskim VIP-om.



Komentarze
Pokaż komentarze (34)