Zasłużony tabloid “Dziennik” pisze dziś o trwających od niedzieli tygodniowych manewrach obronych w Izraelu. Materiał, z natury rzeczy, traktujący o sprawach superpoważnych - zawierający opinie poważnego izraelskiego eksperta prof. Zissera - okraszony jest wyjątkowo celnym + adekwatnym tytułem: “Izrael bawi się w wojnę”.
Świetnie poinformowany “Dziennik” pisze: “Dzisiaj o godzinie 10 rano w całym Izraelu zabrzmią syreny alarmowe. Każdy obywatel będzie mieć kilka minut na znalezienie najbliższego schronu podziemnego lub innej ochrony. Potem na kraj spadnie deszcz rakiet. To nie atak terrorystów, tylko finał (?- eb) 5-dniowych manewrów obronnych Izraela”.
I dalej: “To największe tego typu przedsięwzięcie w historii Izraela. Od 2 dni stacje radiowe i tv bez przerwy nadają programy instruujące obywateli, jak zachowywać się w przypadku ataku rakietami konwencjonalnymi, bronią chemiczną lub biologiczną. Arabskie media spekulują z niepokojem, że areną działań armii izraelskiej będą pustynia Negew i inne tereny położone blisko granicy z Libanem”.
Od kretynizmów łeb pęka - zawsze jak za izraelskie tematy bierze się ten zakapturzony tabloid. Wyjaśniam nerwowo+wyrywkowo: Negew to płd. Izrael, daleko od Libanu, czemu więc i po co tam właśnie arena działań? Tudzież nie było żadnych “instrukcji” nonstop, no i skąd oni, do cholery, wzięli tych “wszystkich obywateli” spieprzających do schronów?



Komentarze
Pokaż komentarze (27)