Zanosi się na kolejną zadymę w Hiszpanii - i to wcale nie o pełną ekspresji panią imieniem Carmen, mającą objąć tekę obrony w rządzie Zapatero. W madryckim Prado otwarta ma być od 15 bm. ekspozycja obrazów Francisco Goyi. Okazuje się jednak, że wsród 20 wystawionych płócien nie ma słynnego El Coloso, uznanego za fałszywkę.
Obraz przedstawia nagiego, brodatego giganta - z zamkniętymi oczami i zaciśniętymi pięściami - wyłaniającego się z górskiego pleneru, a dołem uciekają spanikowani ludzie i zwierzęta. Brytyjska ekspertka Juliet Wilson-Bareau 7 lat temu orzekła, że “Gigant” to podróba (za mało w nim energii); kustosze z Prado uznali to teraz za prawdę ostateczną.
Pani Bareau nie zadowoliła się bynajmniej podważeniem autorstwa Goyi, lecz orzekła, iż El Coloso w ogóle nie został namalowany przez artystę-Hiszpana…Rzecz jasna, ogarnięci świętym oburzeniem Hiszpanie mogą zareagować na to dosyć gwałtownie; nie mówiąc już o tym, że napięcie może też wzrosnąć z całkiem innych powodów.
Otóż z braku “Giganta” głównym hitem wystawy ma być inny (zero patosu) obraz Aragończyka Dos de mayo - ukazujący madrycki tłum masakrujący tureckich mameluków w turbanach, walczących w armii Napoleona. Wcale bym głowy nie dał, że te batalistyczne sceny nie rozbudzą znowu bestii w sercach walecznych rycerzy półksiężyca.



Komentarze
Pokaż komentarze (19)