Izraelskie feministki są rzecz jasna tak samo niedorzeczne, skretyniałe (lewoskrętnie) i wrzaskliwe jak gdzie indziej. Świetną okazją zamanifestowania tych przymiotów były dla nich obchody 60-lecia Izraela, a zwłaszcza konferencja Facing Tomorrow w Jerozolimie, na której paru ciekawych ludzi z całego świata wałkowało z parę ciekawych tematów.
Głównym bodaj i jedynym, feministycznym wnioskiem z tego forum był, jak łatwo zgadnąć, niedobór pierwiastka żeńskiego (na oko jedna piąta). Gwoździem do…traumy okazał się w dodatku okolicznościowy wywiad z “pierwszą damą lotnictwa” - w izraelskich siłach powietrznych - opublikowany w świątecznej 10-kilowej edycji gazety Jedijot Achronot.
Pierwsza dama główną swoją batalię stoczyła niegdyś w Sądzie Najwyższym, który to dopiero zmusił żołdaków-szowinistów do przyjęcia jej na kurs pilotażu. W ślad za tym została pierwszą kobietą-pilotem, dosiadającą myśliwców bombardujących (II wojna libańska-06), a teraz w cywilu - urodziła dziecko, deklarując w gazecie, że nie jest feministką.
Feministki mają problem, który wymagać będzie od nich odświeżenia retoryki medialnej. Tymczasem w tutejszych mediach kipiało aż od poszukiwań 2 turystek izraelskich, zaginionych wskutek trzęsienia ziemi w Chinach. Odnalazły się zdrowe i całe; przez cały ten czas wszyscy jakby kompletnie zapomnieli, że w tych Chinach zginęło z 50 mln ludzi.
Takie zjawiska nie są domeną wyłącznie mediów izraelskich. Wiecie np., czym interesowali się głównie dziennikarze mediów elektronicznych, towarzyszący prezydentowi Kaczyńskiemu w jego ważnej skądinąd, historycznej wizycie w Jerozolimie: co powiedział Schetyna?



Komentarze
Pokaż komentarze (11)