To zdaje się Kapuściński napisał gdzieś kiedyś, że nie byłoby faszyzmu, gdyby nie było chamstwa. Rzecz jasna, nie byłoby też komunizmu etc., ale teraz będzie mowa o Berlinie. Jeśli chodzi o adolfa, uderzała mnie zawsze porażająca tępota tej mordy. Zapewne dlatego, jak wiadomo powszechnie, mega kulturalny naród niemiecki wyniósł go na ołtarze.
Berlin słynął zawsze z kulturalno-zoologicznych atrakcji, przyciągających nieprzebrane rzesze fanów. W zeszłym roku niekwestionowanym hitem był niezapomniany polarny miś Knut, odepchnięty przez wyrodną starą niedźwiedzicę. Poza normalnymi bajerami (stringi…, puzzle, foldery) wydali też płytkę z utworem “Knut its gut” śpiewanym w paru językach.
Niemcy nauczyli się zarabiać na minionych epokach. Dla zachodnich turystów wielką atrakcją jest np. trabi-safari, czyli przejażdżka mydelniczką po dawnym “czerwonym Berlinie”. Turyści oblegać też będą zapewne muzeum figur woskowych, które otwarte zostanie 9 lipcaw Alei pod Lipami prowadzącej do Reichstagu iBramy Brandenburskiej.
Główną atrakcją będzie oczywiście kukła “odmitologizowanego” Hitlera, siedzącego za biurkiem w berlińskim bunkrze - w pozycji uniemożliwiającej robienie sobie z nim pamiątkowych fot. Wyniki sondażu przeprowdzonego przez muzem wskazują, że berlińczycy i turyści chcieliby tę mordę oglądać. Tylko szkoda, cholera, że nie pod biurkiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (29)