Bezzałogowe samoloty dalekiego zasięgu robią ostatnio super robotę w Afganistanie i na arenie irackiej. Przeczytałem o tym w brytyjskim necie w telawiwskiej knajpie w stylu New Age, znanej z tego, że rączonogie kelnerki kładą ci “z biegu” na stoliku resztę należną komuś innemu; ale knajpa nie pada i ma się nieźle, sądząc ze stopnia zatłoczenia.
Ostatnio wybuchła tam karczemna awantura; jakimś kobitkom prosto ze SPA, które zatarasowały trotuar jeepami z GPS, przeszkadzało, że facet w bojówkach odpala na laptopie pornole, nie wyciszając dźwięków towarzyszących. To było niezłe, bo baby narobiły strasznego rabanu i nawet wezwały policjanta z drogówki, który wytrzeszczył gały.
“Pornograf” uparł się, że nie wyłączy, natomiast bezzałogowe samoloty pojawiły się ostatnio w mediach po tym, jak Rosjanie zestrzelili dwie takie maszynki bodaj nad Abchazją, obwiniając o to NATO. Oczywiście nikt nie wspomniał, że potraktowane bezceremonialnie bezzałogowce były made in Israel, gdyż Gruzja zakupiła 50 tych zabawek w Izraelu.
Sprzedane Tbilisi “obserwacyjne samoloty” musiały być starawej daty, gdyż te nowsze mogą też celnie walić rakietami. Boleją nad tym dzielni “szahidzi” islamscy w Gazie, ostrzeliwujący Kassamami i moździerzami kalibru 122mm izraelskie miejscowości przygraniczne. Tak się jakoś dzieje, że w tej dziedzinie Izrael jest prekursorem.
Podczas pierwszej wojny w Zatoce izraelczycy pożyczyli Amerykanom parędziesiąt bezzałogowców i jednemu z nich poddała się nawet cała kompania uciekającego wojska Saddama Husajna; na zdjęciach z lotu ptaka…(widać było dokładnie w tv) - rozebrani do gaci Irakijczycy powiewali błagalnie białymi podkoszulkami nad głowami.
“Samolociki” - robiące furorę na arenie irackiej i afgańskiej - rozbudowane zostały do monstrualnych rozmiarów, ponoć w oparciu o izraelskie technolgie; Angole bąkają coś teraz o “Hermesiku-450” itepe.



Komentarze
Pokaż komentarze (14)