Woody Allenowi przydarzył się kiedyś bonmocik, że zawsze jak się nasłucha Wagnera, nabiera ochoty, żeby napaść na…Polskę. Nigdy nie znosiłem faceta, ale od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że w podobny sposób Izraelczycy reagują na mamrotanie irańskiego mułły (z mordą jakby się yerba mate nażłopał - smak gotowanej skarpety).
Bez żartów; wg NYT (gazetka poważna raczej) - Izrael przeprowadził na początku miesiąca ćwiczenia nad M. Śródziemnym, będące rozgrzewką przed ew. atakiem na instalacje atomowe w Iranie. W manewrach, które zahaczyły o Kretę, uczestniczyła setka myśliwców bombardujących, helikoptery i transportowce-cysterny służące do tankowania w powietrzu.
Ćwiczenia na tę skalę musiały być skoordynowane ściśle z NATO; zresztą Grecy nieskromnie przyznali, że też w nich uczestniczyli. Ew. akcja przeciw Iranowi nosić zatem będzie znamiona międzynarodowe. Na mojego niucha, do Izraela przyfrunie “jednostka reprezentacyjna” NATO, aby swą obecnością zniechęcić Iran do ataków odwetowych.
Tymczasem ajatollahy lecą w zaparte – sprawiając wrażenie, że opętało ich szaleństwo władzy. Na mojego niucha - odpuszczą jednak w ostatniej chwili, bo nie chodzi już tylko o wirówki, lecz o losy osławionej “rewolucji islamskiej”. Na razie, wszystko to jeszcze “dyplomacja myśliwców”, ale zjem własny krawat (…), jeśli mułły w Teheranie śpią bez majaków.



Komentarze
Pokaż komentarze (22)