Podczas 18. Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie któregoś pięknego dnia znalazłem się na Podgórzu, gdzie kiedyś było getto. Na dawnym placu Zgody stał tłumek przed narożnym budynkiem, gdzie za okupacji mieściła się słynna apteka Pankiewicza. Z pewnością w tym punkcie świata jedyną pociechę niesie do dziś „Apteka pod Orłem”.
Muzeum w aptece było zamknięte i cuchnącą klatką obok przeszedłem na podwórko, przez które Pankiewicz i jego ludzie wyprowadzali ukrywających się Żydów podczas „akcji”. Mało się tu zmieniło. Od strony placu dochodziły słowa przewodniczki, że pod oknami apteki szkopy rozstrzeliwali niemowlęta w becikach - „jedną kulą”- układając je piątkami.
Poza tym szkopy rozstrzeliwały też dzieci żydowskie w paru innych miejscach Podgórza, podobnie jak na placu Zgody – gdzie odbywały się selekcje. Przyglądałem się młodym ludziom, stojącym w milczeniu wokół przewodniczki. Opowiadała teraz, że szkopy wyprowadziły kiedyś na plac „ślepego i kulawego” – zabawiając się strzelaniem wokół nich.
Ktoś przypomniał sobie, że w filmie „Upadek” Goebbelsowa truje własne dzieci. Powiedziałem, że Niemcy powinni najpierw zrobić filmy o tym, jak rozstrzeliwali dzieci w gettach, a potem dopiero grzebać się we własnych trzewiach i ew. litować na sobą. Przed apteką pojawiła się cygańska żebraczka z gołą piersią i niemowlęciem, ale nikt jej nie zauważył.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)