Napisał świetną, absolutnie znakomitą książkę-przewodnik po Dublinie, w której opisuje z chirurgiczną dokładnością miejsca odwiedzane przez pana Blooma, Dedalusa i in. Towarzyszymy Pazińskiemu - i tym facetom - włóczącym się po mieście, a na końcu - podobnie jak w “Ulissesie” - żonie Blooma, która puszcza się z palantem, choć ewidentnie woli męża.
Książeczka pt. “Dublin z Ulissesem” jest naprawdę pięknie wydana (ciemnozielona płócienna okładka, tasiemka-zakładka etc.) – stylizowana na staromodne wzory. W tym fantastycznym literackim przewodniku są też dobre zdjęcia J.Marczewskiego, który był w Dublinie razem z Pazińskim. Wg mnie taki fenomen jeszcze się w Świecie Literackim…nie zdarzył.
Od książki Pazińskiego nie można się oderwać, choć autor tu i ówdzie sugeruje mimochodem opcję Guinnessa…Jest to jakby przedłużenie “Ulissesa”, umożliwiające dalszy kontakt z jego bohaterami; tak samo jak u Joyce’a słychac szum miasta! – co jest komplementem największym. To oczywisty paradoks, nieprzewidziana akcja…, ale cały czas miałem dziwne wrażenie, jakbym oglądał…świetną ekranizację “Ulissesa”.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)