Libijski M. Kadafi to cień człowieka, odkąd (po inwazji USA na Irak) zrezygnował z aspiracji nuklearnych, żeby nie podzielić losów biednego Saddama. Próbuje wprawdzie czasem jeszcze zabłysnąć, jak np. w grudniu 2007 w Paryżu, gdy rozbił beduiński namiot w ogrodach Hotelu Marigny, ale to małe piwo.
Na szczęście Kadafi posiada siedmiu synków, którzy co i raz dają ognia w kontekście europejskim. Najstarszy parę lat temu oskarżał bułgarskie pielęgniarki o zarażenie HIV-em ponad 400 Libijczyków. Najmłodszy, Hannibal, właśnie spuścił łomot genewskim policjantom w hoteliku "President Wilson".
Ci chyba nie załapali, że mają do czynienia z wrażliwym celebrytą...i wtrącili go na 48 godz. do mamra, skąd wylazł za kaucją w wys. pół mln franków. Władze w Bernie - z natury przytomniejsze od policji - natychmiast wysłały do Trypolisu specdelegację, żeby ugłaskać mocno wkurzonego tatusia.
Ten wściekł się jednak nie na żarty - nie daje się przebłagać; wstrzymał transporty z ropą dla Helvecji i ograniczył połączenia lotnicze między obu neutralnymi... krajami. Co do mnie, z głębokim smutkiem obserwuję postępującą degradację wizerunkową Kadafiego-seniora: zadyma ze Szwajcarami?



Komentarze
Pokaż komentarze (10)