Całkiem zabawne numery rozegrały się w tych dniach na linii Moskwa-Damaszek w luźnym związku poszlakowym - z eskalacją na Kaukazie. Pocieszny prezydencik Syrii, Baszir Asad (transkrypcja arabska) poleciał do Soczi solidaryzować się z Rosją, a przy okazji załatwić sobie dostawy upragnionych, przeciwlotniczych i antyrakietowych systemów S-300 etc.
Ponadto (zamiast $?) Asad zaproponował Miedwiediewowi rozmieszcze nie w Syrii balistycznych rakiet “Iskander”, jako odpowiedź na tarczę antyrakietową w Polsce. Mogłyby one zostać wycelowane nie tyle w Izrael, co raczej w niektóre cele USA. Nic dziwnego, że podirytowany Waszyngton warknął na Asada, żeby “nie pchał kinola w cudze sprawy”.
Najlepsze w tym wszystkim były “zimnowo jenne brednie” Asada, który jakby cofnął się w czasie, nawiązując do konfliktu Wschód-Zachód, gdy Syria była beniaminkiem ZSRR na Bliskim Wschodzie. Najbardziej zaskoczyło to samych Rosjan; Miedwiediew pośpiesznie zadzwonił do Olmerta, zapewniając, że wszystko to wytwór orientalnej wyobraźni...
Z tych i innych reakcji Moskwy wynika, że chce ona odzyskać pewne wpływy w Oriencie, ale raczej nie postawi wszystkiego, jak dawniej, na reżimy w stylu syryjskiego. Egzotyczne plany Asada biorą się z pani cznego strachu przed zbliżającym się międzynar. śledztwem w sprawie zamordowania premiera Libanu, Rafika al-Hariri, w Bejrucie 2005 r.



Komentarze
Pokaż komentarze (17)