Kraków za czasów PRL - ze swoją architekturą, kimatem intelektualnym i mieszczańskim konserwatyzmem - był promieniującą na całą Polskę enklawą niezależnej kultury. Był miastem, z którym komuniści po prostu i zwyczajnie nie mogli sobie poradzić. Przyjeżdżając tutaj przygotujcie się na zwolniony rytm życia, choć po latach komuny miasto zdaje się szukać desperacko nowej drogi, obrastając w coraz to nowe, tętniące życiem puby, kluby, kawiarnie i restauracje - zmieniające jego wizerunek.
W krakowie czas płynie wolno, inaczej niż w Warszawie, gdzie po transformacji ustrojowej w 1989 roku życie nabrało dosyć ostrego tempa. Zapamiętajcie używane często w Polsce powiedzenie „Nie od razu Kraków zbudowano”, oznaczające, że nie da się wszystkiego zrobić od razu. Znaczenie tych słów dotrze do was dopiero później, gdy już trochę pobędziecie w tym mieście, odkrywając jego „wewnętrzne nastroje”.
Dzisiejszy Kraków ma tak naprawdę trzy centra: najstarszym jest pochodzący z XIII w. Rynek Główny; najmłodszym - socrealistyczny Plac Centralny w dawnym stalinowskim megablokowisku o nazwie Nowa Huta, które zbudowano specjalnie w latach 50. minionego wieku, aby zdominować „stary inteligencko-burżuazyjny Kraków”. Pomiędzy nimi znajduje się XVIII-wieczny Rynek Podgórski - koło którego w latach II wojny światowej znajdowała się główna brama wjazdowa do getta.
Widok krakowskiego Rynku Głównego - w dzień i w nocy - dosłownie zapiera dech w piersiach; kościół Mariacki jest z zewnątrz tak samo świetny jak w środku; przed wejściem stoi jakiś „Robokop” pomalowany sprayem. Na rynku, jak we wszystkich starych miastach europejskich, ludzie przechadzają się we wszystkich kierunkach. Nad ich głowami i nad oświetlonymi straganami z kwiatami łażą klauni na szczudłach i unoszą się chmary gołębi, dokarmianych przez rodziny z dziećmi.
Najlepiej jest oczywiście zwiedzać Kraków pieszo, choć można też klimatyzowanym tramwajem retro lub „melexem” (6-12 osób) z aparaturą audio, mogącą informować w 8 językach o mijanych miejscach. 50$ kosztuje półgodzinna przejażdżka jednym z oczekujących w Rynku stylizowanych konnych powozów. Hotele w Internecie podają ceny od 50-150 euro za dobę, ale na miejscu bez trudu znajdziecie dużo tańsze noclegi w mniejszych pensjonatach i licznych młodzieżowych hostelach.
Na krakowskim rynku młodzi turyści, w tym wielu Izraelczykow, interesują się głównie „żywymi pomnikami” pod kościołem Mariackim. Robią sobie z nimi zdjęcia komórkami i cyfrówkami. Kiedy zaczyna padać deszcz, zziębnięte „pomniki” budzą się nagle z bezruchu, szukając schronienia pod okapem kościoła Mariackiego. Jeden z nich, najbardziej przemoczony, z cienkim zakrzywionym nochalem, wyklina pogodę zziajanym, zachrypniętym falsetem - w ośmiu językach świata (...).
@
Kolejny 5. fragmencik – tym razem z lekka opisowy...- z mojej nowej książki pt. Dawka Polin (Właśnie Polska), która ukaże się w 2009 r. - w Izraelu i w Polsce. Jest to reportażowy przewodnik - Kraków, Warszawa, Łódź, Gdańsk – tworzący platformę do rozmów z 20 świetnymi ludźmi m.in. o tym, jak polska kultura przeszła przez czasy komuny.
@
Moi Rozmówcy w kolejności, w jakiej występują w książce:
Kraków - Andrzej Wajda, Wojciech Ornat, Janusz Makuch, Andrzej Mleczko @ Warszawa - Józef Hen, Piotr Paziński, Mateusz Werner, Andrzej Rottermund, Mirosław Pęczak, Rafał Grupiński, Elżbieta Rottermund, Paweł Dunin-Wąsowicz, Czesław Bielecki, Jan Kłossowicz @ Łódź - Jerzy Kropiwnicki, Jacek Petrycki, Zbigniew Rybczyński @ Gdańsk - Paweł Huelle, Mieczysław Abramowicz, Lech Wałęsa.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)