W długim wywodzie podczas słynnego wystąpienia w Klubie z Poronina Jarosław Kaczyński bajał o tem, że przecież nie ma demokracji bez partii. A partie muszą mieć kasiorkę. Więc najlepiej już, jak biorą ją z budżetu, bo inaczej będą musiały brać od złych ludzi. Rozumowanie przypomina to, co mówiono na początku lat 90-tych. No nie ma kapitalizmu bez kapitału, co poradzisz. Po PRL nie ma kapitału, no to pierwszy milion trza ukraść. Inaczej nie będzie.
W dzisiejszym Od Rzeczy znany PiS-owski piewca Gociek prawi na tę samą nutę:
"Państwo na przykład działa skutecznie, kiedy istnieją jasne mechanizmy finansowania partii politycznych. Wykładanie na nie pieniędzy z budżetu nie jest rozwiązaniem idealnym. Jednak jakie jest lepsze? Państwo, które z takiego mechanizmu zrezygnuje, szybko wyda się na żer bogatym, cynicznym i bezczelnym".
Z jednej strony można z tego wyciągnąć stanowczy wniosek. Nie da się zrobić demokracji bez takich partii politycznych? To może po prostu bezsensowna jest demokracja.
Z drugiej, można się nawet nie posuwać tak daleko, jeśli zapytać: a na cholerę właściwie partiom potrzebne są te pieniądze: Co PiS czy PO robią ze środkami otrzymanymi z budżetu? Wszystko wskazuje na to, że wbrew zapewnieniom Goćka czy Kaczyńskiego, Polska w sumie niewiele ma z tak wydawanych pieniędzy. Trochę głupkowatych przedwyborczych spotów, którymi aparaty partyjne manipulują ludźmi, by głosowali na kandydatów, na których bez tego nikt nie machnąłby nawet ręką.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)