98 obserwujących
743 notki
893k odsłony
713 odsłon

Awantura warszawska – co oni wiedzieli?

Wykop Skomentuj44

31 lipca po południu doszło do puczu – zgraja zbuntowanych oficerów osaczyła samotnego Galaretę-Komorowskiego i po kilku godzinach psychicznej obróbki zmusiła do wydania zbrodniczego rozkazu wszczęcia w Warszawie niepotrzebnego, nieuzasadnionego żadnymi względami, powstania. Powstania w interesie nadchodzącego nowego okupanta – przez co sprawców tego aktu należy uznać za sowieckich, antypolskich kolaborantów. 

Niemniej odłóżmy na bok emocjonalne oceny tych łajdaków i zastanówmy się, czy istniały obiektywne warunki do pieszczenia pomysłu walki w wielkim mieście w realiach militarno-politycznych lata 1944 roku. Czyli oceńmy, czy zakres wiedzy oficerów z Komendy Głównej AK uprawniał ich w ogóle do takich rozważań.

I. Sytuacja międzynarodowa

Sprawa polska była już przegrana. Było jasne, że ziemie RP zostaną zajęte przez bolszewicką dzicz, a ta nie będzie respektować ani integralności granic, ani władzy rządu londyńskiego. Co potwierdziło się błyskawicznie po przekroczeniu przez Armię Czerwoną przedwojennej granicy.

21 lipca towarzysz Stalin powołał w Moskwie posłuszny sobie gang odszczepieńców narodowości polskiej, tworząc samozwańczy „rząd” Polski. Tego samego dnia tow. Stalin rozkazał Rokossowskiemu, dowódcy 1 Frontu Białoruskiego, skierowania głównego uderzenia na Lublin, co z punktu widzenia korzyści militarnych nie miało sensu. Towarzysz Stalin nie kierował się jednak logiką działań zbrojnych, lecz kwestiami politycznymi. Lublin, pierwsze duże polskie miasto na zachód od „linii Curzona”, został wybrany na siedzibę PKWN. Po zdobyciu Lublina i zainstalowaniu tam bandy komunistycznych degeneratów udających Polaków Warszawa przestała być towarzyszowi Stalinowi potrzebna. KG AK o tym wiedziało, niemniej całkowicie nie doceniło wagi tej sytuacji.

Polska została sprzedana Sowietom przez naszych tak zwanych sojuszników już w 1943 roku. Fakt ten ukrywano przed stroną polską, niemniej złudzenia czynników krajowych rozwiał kurier Nowak, przybyły do kraju pod koniec lipca. Jak sam pisze:

        ...wiedziałem na pewno, że Anglicy i w ogóle Anglosasi nie pośpieszą z pomocą i że tutaj może zajść tragiczny błąd w obliczeniach decydentów. [...] wracałem z Brindisi i powiedziałem im: "Słuchajcie, nie liczcie na nic. Tam jest w ogóle od 8 do 10 maszyn, które są zdolne docierać do Polski i wracać, i tyle samo załóg. Ja nie widzę możliwości jakiejkolwiek masowej operacji zrzutu broni i amunicji". Tutaj chciałem za wszelką cenę rozwiać wszelkie złudzenia. "Nie będzie pomocy materiałowej i ludzkiej z tamtej strony". I to powiedziałem w sposób wręcz dosadny […]

       [...] W pojęciu takich ludzi, jak Okulicki, Powstanie miało być wielką demonstracją, która doprowadzi do skandalu i wpłynie na zmianę pozycji rządów sprzymierzonych. Takie myślenie było oparte na kompletnych złudzeniach, na kompletnym oderwaniu się od rzeczywistości. Jeszcze przed Powstaniem powiedziałem generałowi Pełczyńskiemu: "Nie orientuję się w całości sytuacji, nie znam waszych przesłanek wojskowych, ale jeżeli sobie wyobrażacie, że Powstanie wywoła jakieś wielkie echa na Zachodzie, to muszę panu powiedzieć, że będzie to burza w szklance wody". [...]

         Wśród aliantów dominowała jedna myśl, jedna myśl ponad wszystkim: bez udziału Sowietów nie wygramy wojny. […] I temu podporządkowane było wszystko. Wszystko! Celem było wygranie wojny i bezwarunkowa kapitulacja Niemiec. A cena, zwłaszcza kosztem Polski, nie grała w ogóle żadnej roli.

II. Sytuacja militarna

Sowieci nadciągali nad środkową Wisłę. Dla oficerów KG AK musiało być oczywistym, iż Niemcy spróbują powstrzymać najeźdźców na linii Wisły (i Narwi), ostatniej wielkiej przeszkodzie wodnej przed granicami III Rzeszy. Aby tego dokonać, musieli zgromadzić odwody pancerne, zdolne do stawienia czoła nadciągającej Armii Czerwonej. Takie działania zostały podjęte i te działania zostały prawidłowo rozpoznane przez wywiad AK. Sytuacja na froncie była niejasna, szef wywiadu, pułkownik Iranek-Osmecki ostrzegał, że Niemcy szykują się do przeciwuderzenia i bez wątpienia nie oddadzą Sowietom Warszawy bez walki. 31 lipca, na porannej naradzie w KG AK, Iranek-Osmecki zameldował, iż Niemcy na wschód od stolicy przeszli do natarcia siłami kilku dywizji pancernych, a obrona niemiecka na Pradze nie wykazywała oznak załamania.

Idąca w szpicy 1 Frontu Białoruskiego 2 Armia Pancerna miała za sobą ponad 500 km marszu (to jej jednostki zostały zepchnięte z marszu na wschód rozkazem zdobycia Lublina), była częściowo zużyta, miała braki w zaopatrzeniu. Rzeczywisty stan tej jednostki nie mógł być oczywiście precyzyjnie rozeznany dowództwu AK, ale czy trzeba mieć dokładne dane, aby ocenić stan formacji po rajdzie na dystansie pół tysiąca kilometrów? I ta właśnie szpica (a nie całość sił 1 FB! O tym też obecnie pseudohistorycy lubią zapominać, a i wówczas sztabowcy AK zdawali się ignorować to istotne zagadnienie) miała się zmierzyć ze świeżymi niemieckimi odwodami: dywizją HG, 19 Dywizją Pancerną i IV Korpusem Pancernym SS. O tym ostrzegał Iranek-Osmecki.

Wykop Skomentuj44
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale