100 obserwujących
747 notek
897k odsłon
  2540   0

Mity powstania warszawskiego

Za parę dni odbędzie się obowiązkowa masówka poświęcona pamięci tej nieszczęsnej awantury.Wielkie słowa będą odmieniane przez wszelkie możliwe przypadki, a nieśmiałe próby polemiki zostaną zagłuszone przez wściekłe klątwy hurrapatriotów. 1 sierpnia o godzinie 17 tysiące warszawian zamienią się w słupy soli, oddając hołd baśni z 1001 nocy.

Mit generalny

Rocznicę wybuchu walk w Warszawie obchodzi się co rok nieomal na kolanach, trajkocząc jednocześnie o wspaniałej postawie ludności i powstańców, heroizmie, poświęceniu i takich tam, znamy te bajkowe frazy na pamięć. Maksymalizowanie pamięci o 1 sierpnia pozwala wyrzucić z pamięci drugą klamrę spinającą tę drakę – 2 października. 2 października zweryfikował dosadnie i boleśnie ułudy 1 sierpnia. Symboliczny dokument fotograficzny: Bór-Komorowski ściska prawicę von dem Bachowi-Zeleńskiemu - Bór ponury, z pochyloną smętnie głową, zadowolony von dem Bach patrzy prosto przed siebie.
 
 
 
Gdzie tu mit? Ano w tym, że świętujemy nie rocznicę radosnego wydarzenia, lecz straszliwej klęski. Jeśli więc rocznicę tę warto celebrować, to nie w imię rzekomych zalet, lecz w intencji zapobieżenia w przyszłości wszczynania podobnej masakry. Bo świętować masakrę to samobójczy masochizm…
 

1. Mit entuzjazmu

Od razu zastrzegam – entuzjazm oczywiście miał miejsce, na samym początku, a następnie siłą rozpędu przejawiał się tu i ówdzie w mniej doświadczonych walkami dzielnicach. Wybuch radości i szczęścia wynikał nie tylko z autentycznego wyrazu ulgi i patriotycznego uniesienia, był także procesem po kryjomu sterowanym odgórnie i to od samego początku walk:
 
W s ka z a n i e: Nie dopuścić do żadnych dyskusji na temat braku amun. czy broni. Obalać mniemanie o brakach – tłumacząc je spojrzeniem informatorów z ciasnego odcinka. Żadnych krytyk, żadnego osłabiania ducha żołnierzy, kt. jest świetny. […]
Tyle Grzegorz – dla Twojej orientacji, co ma pisać Biul. Inform.
 
/meldunek majora Gromskiego z 3 sierpnia, w którym przekazuje szefowi oddziału IV wytyczne szefa sztabu KG dla propagandy [1]/
 
Gdyby tylko chodziło o wersje informatorów z ciasnych odcinków, to ten humbug może i byłby nośny na tyle, być zyskać wiarygodność faktu. Ludność Woli szybko się przekonała, że oficjalna agitacja o szerokim spojrzeniu nijak się ma do rzeczywistości, kiedy tysiącami konała w masowych egzekucjach tuż pod nosem najlepszych jednostek Kedywu, które zepchnięte do obrony – już w pierwszych dniach powstania! – nie były w stanie ocalić cywilów przed furią nazistów.
 
Ci, którzy zdołali wyrwać się z piekła, nieśli dobrą nowinę dalej, nieco temperując szalejący w innych dzielnicach entuzjazm:
 
Od 3 sierpnia fala ludzka płynie nieprzerwanie […] Kobiety i mężczyźni niosą dzieci na ramionach. Uginają się pod walizkami, dźwigają tobołki, zawiniątka i to, co udało się im uchwycić […] Utrudzeni, znękani i otępiali idą w głuchym milczeniu […][2]
 
Exodus mieszkańców Woli nie zakończył się na Starym Mieście, które powitało ich spokojem i niedzielnym, świątecznym pogwarem ludnych, wąskich uliczek, powodzią biało-czerwonych chorągwi, srebrnych orłów i wesołymi dźwiękami radia. /tamże/ Ludność Starego Miasta z życzliwym niedowierzaniem przyglądała się uciekinierom, tutaj entuzjazm jeszcze funkcjonował w najlepsze. Pod koniec miesiąca z entuzjazmu pozostały wióry, żadnego opiewanego w przemówieniach współczesnych polityków patriotycznego upojenia i woli walki do samego końca już dawno nie było:
 
Każdego chłopca oblegały nieustannie gromady mieszkańców z zaciśniętymi pięściami, z twarzami napiętnowanymi bólem i wściekłością. […] Usta miotały przekleństwa i złorzeczenia na wszystkich i na wszystko:
- Zbrodniarze! Sprawcy naszych nieszczęść! Mordercy naszych dzieci! – Furczały chłopcom kamienie nad głowami. Jakaś młoda kobieta, obłąkana z rozpaczy po stracie trojga swoich dzieci, rzuciła się z pazurami do twarzy któregoś z żołnierzy.
- Bodajby cię pierwsza kula nie minęła… [3]
 
Najmniej spostrzegawczym podkreślę wężykiem na czerwono: to Polacy obrzucali wyzwiskami Polaków. Cywile nazywali zbrodniarzami nie Niemców, lecz powstańców. To wszystko nieuchronnie prowadziło do…
 

2. Mit ponadludzkiego poświęcenia

Znacie? Na pewno znacie, więc posłuchajcie: powstańcy walczyli z pogardą śmierci, woleli zginąć z podniesionymi głowami niźli opuścić stanowiska i tak dalej. Naturalnie takie przykłady heroizmu miały miejsce. Bywały jednak i takie przypadki:
 
…w największym napięciu nerwów 104 kompania oczekiwała na swoją kolej wejścia do kanału.
Tymczasem najniespodziewaniej przychodzi […] zmiana rozkazu. Kompania 104 ma osłaniać odwrót. […] Wśród pewnej grupy żołnierzy […] rodzi się niezadowolenie. Jakiś plutonowy, ciemne i niepoczytalne indywiduum, roznieca iskrę buntu. Padają demagogiczne, bezsensowne inwektywy, znajdują łatwy i bezkrytyczny posłuch […] Odzywają się głosy:
- Oni chcą nas wykantować! […]
Zaciskają się ręce na pistoletach.
- Idziemy pod właz! […]
Sprzeciwiają się nieliczni oficerowie, więc ich rozbrajają i zabierają z sobą […][4]
 
Opisaną sytuację określa właściwie i dokładnie słowo bunt. Cóż można więcej dodać? Nic, zatem może pochylmy się nad troskami powstańczego życia codziennego:
 
Z browaru Haberbusza przynieśli śniadanie, kawa nie słodzona, a przecież wczoraj dwie zdobyczne platformy z worami cukru przyjechały spod Nordwache. Głośno zastanawiamy się, czy chowają cukier na handel - na czarny rynek - czy to polski bałagan.
 
To obrazek z Woli. Powstańcy omawiają los zdobyczy – nie to, jak i kiedy zostanie rozdzielona, tylko kto ją ukradł lub zgubił. Mowa jest o pierwszych dniach powstania – a tu proszę, szeregowcy już nie mają złudzeń…
 
Na Starówce nie było inaczej:
 
Różne tyłowe władze, intendentury, policje, położyły łapę na magazynach, niechętnie rozdzielają ich zawartość oddziałom frontowym, a już prawie wcale ludności; w myśl zasady, że czego nie musisz dać dziś, daj pojutrze. Chowają dla siebie i na handel. Jeśli nie trzyma się z nimi sitwy, to kręcą ile wlezie, trzeba się wykłócać, prosić, grozić. A jakich argumentów ma używać żołnierz, by przekonać policjanta, że mu się należy trochę lepsze jedzenie,
papierosy i łyk wódki za to, że naraża własne zdrowie, ryzykuje przyszłość po to, by ci stróżowie magazynów mogli za jego plecami bezpiecznie kraść, pić, żreć, kurwić się i w dodatku udawać żołnierzy.[5]
 

3. Mit nieskazitelnego morale

Lubię to! Skomentuj219 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura