93 obserwujących
733 notki
879k odsłon
2004 odsłony

AWANTURA WARSZAWSKA – KLĘSKA JUŻ PIERWSZEGO DNIA

Wykop Skomentuj174

 Awanturę w Warszawie wywołała grupa spiskowców pod przewodnictwem wiarołomnego Okulickiego – nałogowego alkoholika i informatora NKWD. Oprócz degenerata Okulickiego w spisku uczestniczyli: zakuty łeb Pełczyński, głupkowaty Chruściel i osłaniający dyskretnie zamach od strony propagandowej późniejszy gorliwy komunistyczny kolaborant Rzepecki. Łajdacy ci nie zasługują na traktowanie ich jako ludzi honorowych, dlatego są wymieniani po nazwisku, bez imion, stopni i grama szacunku. 31 lipca po południu spiskowcy osaczyli Komorowskiego i po kilkugodzinnej obróbce, wspierając się fałszywym i niedorzecznym meldunkiem Chruściela o rzekomym wkraczaniu Sowietów do Warszawy, zmusili galaretę odgrywającą rolę dowódcy AK do wydania zbrodniczego rozkazu wszczęcia draki w milionowym mieście. 

Armia Krajowa przystąpiła więc do walki wedle założeń wymienionych wyżej strategów. Efekty pierwszego uderzenia można dokładnie opisać jednym słowem: była to krwawa klęska. Niepowodzenie walk 1 sierpnia było tak wielkie, że Galareta-Komorowski zaczął rozważać pomysł zakończenia walk. Po zapoznaniu się z pierwszymi raportami radiostacja Komendy Głównej zaskowytała rozpaczliwymi jękami „Pomocy! Ratujcie nas! Niech nasi wrogowie Sowieci nas wyciągną z kloaki, do której sami wskoczyliśmy!” Żenujące.

Szczegółowe podsumowanie pierwszego dnia walk:

1. Śródmieście – wszystkie natarcia na obiekty o znaczeniu wojskowym się załamały. Nie udało się powiązać Śródmieścia z innymi dzielnicami.

2. Żoliborz – pod wrażeniem niepowodzeń i ciężkich strat całość żoliborskiego zgrupowania AK dała drapaka do Puszczy Kampinoskiej. Dzielnica stała się terenem bezpańskim.

3. Wola – siły obwodu zostały częściowo zniszczone, częściowo uciekły do lasów, w mieście pozostały jedynie niedobitki. W wyniku klęski na Woli odwód KG – Kedyw – od razu znalazł się na pierwszej linii.

4. Ochota – niemal wszyscy powstańcy uciekli do lasów.

5. Mokotów – w wyniku serii porażek siły AK w większości zbiegły z miasta do lasów, jedynie na Dolnym Mokotowie pozostał odosobniony ośrodek oporu, bez powiązania z innymi dzielnicami.

6. Praga – w wyniku niepowodzenia obwód się rozproszył, w rękach powstańców pozostało jedynie kilka porozrzucanych punktów oporu, które nie dawały nadziei na prowadzenie dalszej walki.

7. Powiat warszawski – spóźnione ataki nie dały żadnych wyników.

8. Okęcie – siły obwodu zostały zniszczone w idiotycznym ataku na lotnisko.

Pierwsze natarcie zakończyło się wyraźnym i jednoznacznym niepowodzeniem. Teren powstania został od razu zredukowany do Śródmieścia i Woli, tracąc osłonę ze wszystkich kierunków. Nie zdołano zapewnić podstaw wyjściowych do dalszych działań zaczepnych, nie opanowano kluczowych obiektów: lotnisk, mostów, dworców, dzielnicy policyjnej. Straty w niektórych natarciach sięgały 90%. KLĘSKA. Przedłużanie w takich warunkach walki było więc kolejną zbrodnią zdrajcy Okulickiego, galarety Komorowskiego i reszty spiskowców.

Dlaczego – pomimo oczywistej klęski już pierwszego dnia – powstanie nie padło od razu? Powodem była względna słabość Niemców i powstały po wybuchu awantury chaos organizacyjny. Niestety – tak, niestety – Niemcy nie byli w stanie zadać 2 sierpnia rozstrzygającego ciosu. W rezultacie w dniach 2-4 sierpnia powstańcy, korzystając z braku przeciwdziałania przeciwnika, poprawili nieco swoje pozycje w odosobnionych dzielnicach i odnieśli kilka nieistotnych, lokalnych sukcesów.

Jak słusznie zauważa niemiecki historyk:

Właściwa walka o Warszawę dlatego rozpoczęła się 5 sierpnia 1944 roku, że tego dnia zakończyła się niemiecka improwizacja i podjęto próbę systematycznego zwalczania powstania. Zaistniał przy tym paradoks, że wprawdzie losy powstania zostały już rozstrzygnięte – na niekorzyść Polaków – ale walka dopiero się zaczynała. Decyzja o przeciwstawieniu się Polakom zapadła, kiedy 2 sierpnia okazało się, że po pierwsze nie zdobyli oni całego miasta, po drugie nie opanowali żadnego mostu ani lotniska, po trzecie 3 i 4 sierpnia Sowieci wycofali się z warszawskiego przedmościa [w wyniku klęski 2 Armii Pancernej w bitwie z IV korpusem pancernym SS – przyp. Mój, XL] i po czwarte Niemcu uznali, że dysponują siłami wystarczającymi do stłumienia powstania, nie odczuwając ich braku w miejscach, gdzie byłyby niezbędne do decydujących działań. Był to jeden z nielicznych podczas II wojny światowej przypadków, kiedy […] okazało się, że przetrzymywane przez Himmlera w policji i organizacji SS zasoby osobowe stanowią rezerwę, nadającą się do walki, a nie tylko do gnębienia inaczej myślących.

Hanns von Krannhals Powstanie Warszawskie, Warszawa 2017, str. 181.

Z ostatniego zdania wynika kolejny nieprzyjemny dla apologetów szaleństw fakt – powstanie zwalczał Himmler, a więc policja i podobne jednostki niefrontowe. Armia udzielała jedynie wsparcia, bądź – we wrześniu – wkraczała do akcji stabilizując front na Wiśle. Tym bardziej więc awantura warszawska była pozbawiona uzasadnienia.

Zbrodniarze, którzy doprowadzili do bezsensownego wybuchu walk, 2 sierpnia – znając wyniki ataków pierwszego dnia, a więc wiedząc o klęsce – zbrodnię swoją powielili na kolejne 62 dni. Żaden z tych łajdaków nie poniósł za swoje zbrodnie odpowiedzialności, przeciwnie, mordercy Warszawy uchodzą za bohaterów, mają swoje ulice, szkoły, pomniki. Swojej ulicy, szkoły czy pomnika nie ma prawdziwy bohater powstania – pułkownik Żurowski, dowodzący AK na Pradze, który prawidłowo ocenił sytuację i 3 sierpnia rozpoczął rokowania kapitulacyjne z Niemcami. Następnego dnia walki na Pradze wygasły, cywile i substancja miejska ocalała, podobnie jak honor Armii Krajowej. Czyż pułkownik Żurowski nie spełnił swojego żołnierskiego obowiązku?


Wykop Skomentuj174
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura