Wokół dochodów Kościoła Katolickiego wyrosło wiele marzeń i mitów. Ruch Palikota praktycznie wszystkie wydatki budżetowe chciałby sfinansować z podatków nakładanych na ten "sektor".
"Według „Gazety Praca”, w płacach kleru występują ogromne różnice – od 580 do 10 tys. zł miesięcznie. Dysproporcje te wynikają z zamożności, liczebności i religijnego zaangażowania danej parafii (jaka wiara, taka ofiara). Duże znaczenie ma także pozycja, jaką w kościelnej hierarchii zajmuje kapłan (proboszcz zarabia więcej niż wikary) oraz czy uczy religii w szkole (pensja katechety wynosi 1000-1600 zł)."
Jak widzimy przekrój finansowy "stanu duchownego" jest identyczny jak przekrój polskiego społeczeństwa. Są księża którzy nie muszą się martwić, aby "związać koniec z końcem", ale są też tacy , którzy bez pomocy nie mieliby na "kawałek chleba".
Ile jeszcze bedą karmić nas kłamstwem, że nakładając coraz to nowsze podatki na kler uratujemy polską gospodarkę? Czy rzeczywiście wiele osób nie ma "bladego" pojęcia o faktycznym stanie finansowym Kościoła? Na obecną chwilę, zamiast merytorycznej dyskusji mamy "obietnice janosikowe"; "Zabrać bogatym, a dać biednym"; Tylko czy jest czym dzielić?


Komentarze
Pokaż komentarze