Upał był jak w filmie J.Przybory. Mama kupiła mi wodę z sokiem malinowym. Dała panu w białym kitlu i białej furażerce jedną monetę, sprzedawca wydał cztery. Właściwie byłem zajęty piciem wody, byłem - dobrze to pamiętam - zdania , że soku powinno być więcej. Jednak to przebieg transakcji zrobił na mnie największe wrażenie. W drodze do domu mijaliśmy sklep z zabawkami. Natychmiast zauważyłem błyszczące , złote kolty w kaburach z nabijanego cekinami skaju. Obok, w okrągłych pudełeczkach leżały zwinięte w rolki kapiszony, słowem wszystko czego trzeba kilkulatkowi do solidnej strzelaniny. Z takim pasem i przedszkole i podwórko byłyby moje. Myślałem. No i się zaczęło . Nie dałem się odciągnąć od wystawy. -Mamusiu kup mi- tupanie nogami itd. Propozycja, że może na gwiazdkę wyprowadziła mnie kompletnie z równowagi, wydała mi się skrajnie niesprawiedliwa. Gwiazdkę od lata w tym wieku dzieliły lata świetlne, to tak jakby obiecano mi coś na koniec świata.
Wreszcie mama użyła argumentu, który mimo zwątpienia , rozpaczy, rozczarowania cięższego niż upał odebrał nawet mnie ochotę na dalsze marudzenie i tupanie nogami.
- mam za mało pieniążków - powiedziała mama. Ustąpiłem . Ruszyliśmy w kierunku domu i wtedy przypomniałem sobie tarnsakcję przy saturatorze. Za mało mamo? To rozmień. Tam z jednego pieniążka zrobiły się cztery, a cztery to więcej niż jeden. Proste.
Jestem dziś prawie pewien, że antypatyczny sprzedawca wody sodowej nie dość , ze kręcił z sokiem, to jeszcze nagrał naszą rozmowę. Nagranie przejął potomek sprzedawcy, który z pewnością wstąpił do PIS. Ze względu na gospodarcze doświadczenie rodziny i martyrium jakie zgotował im komunistyczny Sanepid, ze względu na potwierdzoną przez IPN bohaterska walkę, jaką rodzina staczała z domiarem potomek sprzedawcy znalazł się w ministerstwie finansów. A awans do grona najintymniejszych doradców dr. Kaczyńskiego i mgr Szydło zapewniło mu nagranie mojej rozmowy z mamą.
Pomysły PiS na finansowanie wyborczych obietnic są- tu nie ma najmniejszych wątpliwości - totalnym plagiatem mojego pomysłu.
Skąd wziąć więcej pieniędzy? Z budżetu i rozmienić. Będą dość drobne, i co z tego? Prezes też jest drobny.
Tak normalnie domagałbym się tantiemów albo tantiem, wygrałbym każdą sprawę o plagiat, ale skąd oni wezmą pieniądze.



Komentarze
Pokaż komentarze (21)