PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski
54
BLOG

Eurowizja dała paliwo radykałom

PrzemysławGołębski PrzemysławGołębski Polityka Obserwuj notkę 1
Po tegorocznej Eurowizji skrajna prawica dostała prezent, który będzie rozpakowywać przez najbliższe miesiące. Prezent całkiem solidny.

Izrael znowu znalazł się bardzo wysoko, choć w wielu krajach Europy spora część opinii publicznej uważa, że państwo prowadzące wojnę w Gazie w ogóle nie powinno pojawiać się na takiej scenie.


Eurowizja już dawno przestała być dla wielu ludzi zwykłym muzycznym widowiskiem.


Oburzonych nie będzie interesowało, czy piosenka była dobra, czy wokal był czysty, czy jurorzy naprawdę oceniali sam występ.


Zobaczą coś prostszego. Eksperci, czyli elita, dali bardzo wysokie noty państwu, wokół którego od miesięcy narasta gniew, protest i poczucie moralnego chaosu.


Taki obraz wystarczy, żeby wkurzyć także ludzi umiarkowanych.


Internet jeszcze tej samej nocy zaczął robić swoje.


Spisek. Układ. Presja. Lobby. Ustawka. Oderwane jury. Europa salonów przeciw zwykłym ludziom.


Wszystko pojawiło się natychmiast, bo grunt był przygotowany wcześniej. I wcale nie dotyczył muzyki.


Eurowizja tylko podsunęła nowy dowód do starej opowieści.


Ta opowieść za chwilę pójdzie dalej.


AfD w Niemczech, francuska skrajna prawica, Braun w Polsce i podobne środowiska dostały materiał niemal gotowy do użycia.


Wystarczy powiedzieć: znowu was nie słuchają. Wystarczy dorzucić: to musiało być ustawione. Wystarczy zasugerować, że decyzje zapadają ponad głowami ludzi, w zamkniętym gronie, gdzie zwykły obywatel ma siedzieć cicho, bo ktoś z lepszego świata wie, co jest właściwe.


Takie rzeczy działają.


Europa już raz dostała podobny sygnał przy Eurowizji.


Gdy wygrała Conchita Wurst, elity biły brawo i opowiadały o wielkim zwycięstwie otwartości. W tym samym czasie wielu zwykłych ludzi patrzyło na ekran z poczuciem, że coś im się wymyka.


Że ich świat, ich język, ich estetyka i ich intuicje zostały potraktowane jak obciach, który trzeba wychować albo przykryć uśmiechem ludzi postępowych.


Nikt wtedy nie chciał tego słuchać.


Wygodniej było powiedzieć, że kto ma wątpliwości, ten jest zacofany. Że kto kręci głową, ten pewnie ma problem z tolerancją. Że kto nie klaszcze, ten sam wypisuje się z cywilizowanej Europy.


Tylko że polityka tak nie działa.


Kiedy ludziom przez lata mówi się, że ich odruchy są wstydliwe, ich język podejrzany, a ich niepokój moralnie niższy, to oni w końcu szukają kogoś, kto nazwie ten niepokój za nich.


Częściej brutalnie niż spokojnie. Najczęściej poza centrum sceny politycznej.


Tak produkuje się radykalizm.


Najpierw ignoruje się emocje społeczne. Potem ludzie zaczynają czuć pogardę ze strony instytucji. Później przychodzi ktoś, kto tę pogardę nazywa prosto, głośno i bez zahamowań.


Po chwili polityczny margines zaczyna wyglądać jak jedyne miejsce, gdzie można powiedzieć głośno to, co inni mówią półgłosem.


Historia Europy zna ten mechanizm za dobrze.


Sto lat temu podobne rozwarstwienie między światem elit a światem ludzi zmęczonych, upokorzonych i przekonanych, że nikt ich nie słyszy, otworzyło drogę ruchom skrajnym.


Totalitaryzmy nie spadły z nieba. 

Rosły na kryzysie zaufania, pogardzie klasowej, poczuciu zdrady i przekonaniu, że elegancki świat instytucji mówi językiem kompletnie obcym dla dużej części społeczeństwa.


Dzisiaj skala jest inna. Czasy są inne. Instytucje są inne.


Mechanizm politycznego oderwania pozostaje groźnie podobny.


Najgorsze, że europejskie elity nadal nie widzą własnego udziału w tym procesie.


Zachowują się tak, jakby wystarczyło kogoś nazwać radykałem, populistą albo ofiarą dezinformacji. Sprawa załatwiona. Problem opisany. Wina przypisana.


Tyle że to nie działa.


Zwłaszcza wtedy, gdy realny sprzeciw miesza się z poczuciem bezsilności i przekonaniem, że oficjalne instytucje żyją w świecie własnych rytuałów.


#Eurovision2026 jest tylko ekranem.


Widać na nim pęknięcie dużo głębsze niż spór o jedną piosenkę.


Między Europą instytucji a Europą emocji. Między tym, co wypada powiedzieć publicznie, a tym, co ludzie mówią w domu. 


Czy przy urnie

Doradca ds. wizerunku, politolog, bloger

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka