Ale przecież w Polsce ludzie w zielonych mundurach już działają od dawna.
Przy Braunie czy przy środowiskach Bąkiewicza. W przestrzeni publicznej. Przy widocznej niemocy państwa. Przy aplauzie tych, którzy samozwańcze patrole nazywają patriotyzmem.
To jest sukces rosyjskiej operacji wpływu.
W lutym 2026 roku Onet opisał paramilitarną organizację Bronimy Polskiej Granicy jako umundurowaną grupę ochraniającą Grzegorza Brauna i prowadzącą „obywatelskie zatrzymania migrantów”. W czerwcu grupa ta pojawiła się na Dworcu Centralnym w Warszawie. Media pisały o zaczepianiu i legitymowaniu cudzoziemców.
Sprawą zajęły się policja, prokuratura i RPO.Kiedy wymiar sprawiedliwości będzie to sprawdzał, internet zdąży okrzyknąć ich bohaterami. Przybędzie im pięć razy więcej członków.
Na Krymie propaganda mówiła o „uprzejmych ludziach”. W Donbasie o „milicji ludowej” i „lokalnej samoobronie”. Nazwa miała oswoić bojówkę.
W Polsce działa ten sam mechanizm.
Mundur daje poczucie bezkarności. Kamera daje zasięg. Hasło obrony granicy daje pretekst. Polityczny patron daje parasol.
Po polskich ulicach chodzi coraz więcej ludzi w mundurach. Mają budować presję. Mają robić zdjęcia. Mają zaczepiać.
Mają sprawić, żeby część ludzi bała się przestrzeni publicznej.
Sto lat temu SA w Republice Weimarskiej też zaczynała od ulicy, munduru, marszu, ochrony własnych wieców i zastraszania przeciwników. Państwo długo wierzyło, że da się to przeczekać, opisać i wciągnąć w procedury.
Nie dało się.
Max Weber pisał, że państwo opiera się na monopolu legalnego użycia przemocy. Jeżeli prywatna grupa w mundurach zaczyna legitymować ludzi, ten monopol pęka. Kontrola dokumentów należy do służb. Ochrona granicy należy do państwa. Porządek publiczny należy do państwa. Nie do partyjnych patroli.
BPG testuje państwo.
Sprawdza, ile wolno. Sprawdza, jak szybko zareaguje policja. Sprawdza, czy prokuratura nadąży. Sprawdza, czy opinia publiczna kupi opowieść o patriotach.
Na razie wynik testu jest dla państwa fatalny.
Prezydent mentalnie kibicuje tej stronie sporu. PiS boi się mocno uderzyć w Brauna, bo walczy z nim o ten sam elektorat. Środowiska Bąkiewicza budują własną wersję ulicznego patriotyzmu, bo radykalizacja stała się walutą polityczną.
Tak rodzi się rynek ekstremizmu.
Jedni udają obronę granicy. Drudzy udają obronę narodu. Trzeci udają zwykłą troskę o bezpieczeństwo. W praktyce wszyscy przesuwają granicę dopuszczalnej presji. Z ulicy do dworca. Z dworca pod urzędy. Z urzędów pod lokale wyborcze.
W kwietniu 2026 roku Pobudka ogłosiła Tradi-Wakacje Młodych dla osób w wieku 14–17 lat. W programie znalazła się strzelnica. Sama strzelnica nie jest problemem. Problemem jest układ: młodzieżowa formacja, język oblężenia, kult siły, polityczny patronat i umundurowane zaplecze działające w przestrzeni publicznej.
Rosja nie musi wydawać rozkazów każdej grupie radykałów.
Wystarczy, że lokalni radykałowie sami robią to, co Moskwie się opłaca.
Bojówki trzeba zdelegalizować.
Partie mają prowadzić kampanie. Organizacje społeczne mają działać zgodnie z prawem. Prywatne formacje w mundurach, które wyręczają służby, muszą zniknąć z ulic.
Państwo ma policję, Straż Graniczną, służby i prokuraturę. Demokracja nie potrzebuje partyjnych patroli.
Zielone ludziki już są w Polsce.
Dzisiaj legitymują cudzoziemców. Jutro mogą pilnować szkół, urzędów, demonstracji i lokali wyborczych.
Państwo, które nie broni własnych kompetencji, oddaje je radykałom.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)