Ale sama odmowa byłaby politycznym samobójstwem.
Po latach przebijania się prawicy z narracją skrajnie nieufną wobec Ukrainy udało się jej narzucić ramę, w której większość opinii publicznej oczekuje twardej reakcji. Ukraina też zrobiła wiele, aby tę ramę wzmocnić. Symbole UPA, uniki wokół Wołynia, opóźnienia w sprawie ekshumacji i ton części ukraińskiej polityki historycznej stworzyły w Polsce prawdziwe społeczne oburzenie.
Tusk nie może udawać, że tego nie widzi.
Nawrocki zastawił pułapkę. Order Orła Białego stał się punktem koordynacyjnym Schellinga. Rozproszona prawica dostała jeden symbol, wobec którego może się ustawić. PiS wzmacnia przekaz. Narodowcy dostają siłę. Prawicowe media dostają temat. Wyborca widzi Pałac, który mówi mocniej niż rząd.
W tej grze Żeleński jest w dużej mierze pretekstem. Jego pozycja zależy od broni, pieniędzy, logistyki i relacji z Zachodem a nie tego czy ma polski order. Przeciwnie - cała sprawa odwraca oczy z kolejnych kłopotów korupcyjnych jego zaplecza na ten temat. A Żeleński z orderem czy bez ma swoje problemy w kraju.
Dla @NawrockiKn liczy się polska reakcja.
Chodzi o pokazanie, że Pałac przejął własność tematu Wołynia, UPA i gniewu wobec Kijowa.
Dlatego @donaldtusk nie może odpowiedzieć zwykłym „nie”.
Zwykłe „nie” zostanie sprzedane jako obrona Zełenskiego przeciw polskiej pamięci. Zwykłe „tak” będzie kapitulacją wobec ramy Nawrockiego.
Premier potrzebuje trzeciego ruchu.
Odmowy wobec orderu i równoczesnego uderzenia w Ukrainę innym narzędziem. Takim, które będzie dotkliwe politycznie, widoczne dla Polaków i bezpieczne dla naszego bezpieczeństwa.
Choćby ustanowienia dnia w polskim kalendarzu jako symbolu upamiętnienia rzezi wołyńskiej lub wykupienia akcji informacyjnej w ukraińskich mediach o prawdzie historycznej.
To najtrudniejsza część.
Ten ruch musi być mocny, ale precyzyjny. Ma zaboleć politycznie w Kijowie, ale nie może uderzyć w polską pozycję strategiczną. Polska nie może wylać dziecka z kąpielą. Jeżeli reakcja będzie zbyt szeroka, emocjonalna albo odwetowa, możemy sami wypchnąć się z przyszłych rozmów pokojowych, z procesu odbudowy Ukrainy i z miejsca przy stole, przy którym będą dzielone wpływy, kontrakty i gwarancje bezpieczeństwa po wojnie.
To byłby prezent dla tych, którzy od dawna chcą wypchnąć Polskę z roli jednego z głównych państw regionu.
Dlatego Tusk musi zastosować polityczną substytucję. Skoro order jest narzędziem Pałacu, premier powinien odpowiedzieć własnym narzędziem. Mocnym, publicznie zrozumiałym, dotkliwym dla ukraińskiej polityki symbolicznej, ale odwracalnym i kontrolowanym. Takim, które pokazuje Polakom, że rząd nie ustępuje w sprawie Wołynia, a jednocześnie nie niszczy polskiej pozycji w grze o bezpieczeństwo, pokój i odbudowę.
W języku politologii chodzi o wyjście z cudzej ramy przez własne przeformułowanie konfliktu.
Nawrocki ustawił sprawę jako plebiscyt pamięci. Tusk powinien ustawić ją jako test skuteczności państwa. Pytanie nie powinno brzmieć, kto mocniej upokorzy Zełenskiego. Tylko kto potrafi wymusić realne ustępstwa #Ukraina w sprawie Wołynia, nie niszcząc polskiej racji stanu.
Polityka jest religią kolejności.
Najpierw bieżąca racja stanu, potem polityka historyczna prowadzona narzędziami państwa. Wołyń wymaga prawdy. Ukraina musi przestać uciekać od #UPA . Polacy mają prawo oczekiwać twardego stanowiska. Ale państwo frontowe nie może zamieniać całej polityki wobec Kijowa w licytację o to,
kto głośniej odpowie Nawrockiemu.
Nawrocki rzucił symbol a Donald Tusk w odpowiedzi powinien pokazać sprawczość.
Premier powinien odebrać Nawrockiemu monopol na gniew, ale nie może oddać mu sterowania państwem przez symboliczną prowokację.
Musi pokazać twardość wobec Ukrainy, ale zachować polskie miejsce w przyszłej architekturze bezpieczeństwa.




Komentarze
Pokaż komentarze (18)