Widać to szczególnie po wielkich turniejach.
Kibic siedzi w fotelu, ogląda mecz, skok, wyścig albo walkę i przez chwilę uczestniczy w czymś większym.
Nie trenował, nie ryzykował zdrowia, nie znosił presji i samotności. Dostaje jednak emocję, flagę, nazwisko i poczucie udziału.
Psychologia społeczna opisuje ten odruch jako basking in reflected glory.
Człowiek ogrzewa własne ego cudzym sukcesem. W języku kibica brzmi to zwyczajnie. Wygraliśmy.
Po porażce zaczyna się drugi etap.
Włącza się selekcjoner, trener, psycholog i sędzia charakteru w jednej osobie.
Za późno skróciła. Źle przyspieszył. Brakło głowy. Spaliła się. Trzeba było zagrać inaczej. Kanapa daje komfort pełnej wiedzy bez żadnej odpowiedzialności. Internet zamienia ten komfort w publiczny sąd.
Za tym stoi mechanizm porównania społecznego.
Cudzy sukces daje dumę, ale potrafi też drażnić, bo pokazuje dystans między zwykłym życiem a życiem człowieka, który wszedł wyżej. Dlatego polska publiczność lubi sportowca wielkiego wynikiem i „normalnego” zachowaniem.
Ma imponować, ale nie powinien sprawiać wrażenia, że odleciał od ludzi.
Tu działa polski habitus.
To zestaw odruchów wyniesionych z domu, szkoły, pracy, osiedla i historii. Przez dekady lepiej było nie pokazywać zbyt mocno, że człowiekowi się udało. Kto miał więcej, budził pytania. Kto mówił, że ma świetnie, ryzykował chłód. Kto eksponował sukces, szybko słyszał o pysze, układach albo sodówce.
Dlatego „jakoś leci”, „stara bieda” i „bywało lepiej” działają w Polsce jak język więzi. Zmniejszają dystans. Pokazują, że człowiek nadal należy do grupy.
W USA pewność siebie jest częścią widowiska. W Polsce skromność jest przepustką do akceptacji.
Małysz pasował do tego kodu niemal idealnie.
Wielki wynik, mało pozy, język zwykłego człowieka. Kubica uruchamiał opowieść o pracy, ryzyku i uporze. Radwańska dawała obraz sprytu i głowy. Lewandowski od lat budzi bardziej złożone reakcje, bo globalna marka, pieniądze i pełna kontrola wizerunku tworzą dystans.
Chwalińska trafia w czułą strunę awansu z zaplecza. Bez wielkiej pozy, bez hałasu, z drogą, którą łatwo uznać za uczciwą.
Sportowiec w Polsce ma zadanie szersze niż wynik.
Ma dawać dumę, wzruszenie i poczucie wspólnoty, a zarazem zostawić kibicowi prawo do oceny. Po zwycięstwie ma być „nasz”. Po porażce ma przyjąć lekcję od narodu, który przez telewizor wie wszystko.
W tym sensie sport jest polityką emocji.
Wspólnota tworzy bohatera, a potem pilnuje, by nie zerwał symbolicznej więzi z grupą. Mistrz może wejść na szczyt. Powinien jednak mówić językiem ludzi stojących pod górą.
Dlatego w Polsce zdanie „został normalny” brzmi jak najwyższy komplement.
W praktyce oznacza społeczną zgodę na sukces.
#RolandGarros #MajaChwalińska #Chwalińska #tenis #tennis #WTA #GrandSlam #PolskiTenis #Sport #PsychologiaSportu #SocjologiaSportu




Komentarze
Pokaż komentarze (6)