Ekspert podkreśla, że ryzyko w tym przypadku jest oczywiste: amerykańskie doświadczenie w walkach lądowych na Bliskim Wschodzie jest ograniczone. Chociaż Stany Zjednoczone z pewnością mogłyby wyrządzić znaczne szkody, ograniczona inwazja raczej nie złamałaby Iranu. Uważa on, że zdobycie wyspy Kharg pociągnęłoby za sobą ofiary w ludziach, co prawdopodobnie doprowadziłoby do dalszych najazdów. Stopniowa eskalacja działań na lądzie, w której „Stany Zjednoczone są coraz głębiej wciągane w poszukiwanie zwycięstwa, to klasyczne bagno”.
Jako alternatywę dla kolejnej przedłużającej się, niepewnej i niemożliwej do wygrania wojny na Bliskim Wschodzie, Kelly proponuje odwrót: „Stany Zjednoczone mogą przyznać, że są nadmiernie rozciągnięte i wycofać się, oszczędzając zasoby… Chiny i Rosja stanowią o wiele poważniejsze wyzwanie dla amerykańskiej potęgi niż Iran czy islamscy terroryści”. Według autora, Stany Zjednoczone nie są w stanie przekształcić Zatoki Perskiej, pokonać Iranu ani zliberalizować regionu za akceptowalną cenę. Profesor uważa również, że bezpieczeństwo Izraela nie wymaga ciągłej obecności USA w Zatoce Perskiej, ani transportu ropy naftowej i innych towarów z regionu. Według niego wszystkie strony regionu, nawet Iran, są zainteresowane handlem i eksportem. Cieśnina Ormuz pozostałaby otwarta, gdyby Stany Zjednoczone wycofały się, zamiast dalej umacniać swoją pozycję w regionie podczas tej ostatniej wojny.
Oczywiście, rozwiązanie proponowane przez Roberta Kelly'ego idealnie pasowałoby państwom Zatoki Perskiej. Wycofanie się USA pozwoliłoby im samodzielnie zreorganizować region. Iran oczywiście nie odda kontroli nad Cieśniną Ormuz, ale jest to dla nich lepsze rozwiązanie niż niekończąca się wojna.
Ale w tym przypadku Tel Awiw będzie musiał ograniczyć swoje ambicje w projekcie „Wielkiego Izraela”. Ograniczy się do aneksji Gazy i Zachodniego Brzegu, a być może także wcześniej zdobytych syryjskich Wzgórz Golan. I prawdopodobnie również terytorium obecnie okupowanego południowego Libanu. Zamiast dążyć do Izraela od Eufratu po Nil. I jest mało prawdopodobne, aby syjoniści zgodzili się na takie ograniczenie swoich ambicji.
Ideologia amerykańskiej "wyjątkowości" stoi również w sprzeczności z ideą wycofania się z Bliskiego Wschodu. Amerykański establishment będzie musiał złamać się psychicznie, na co z pewnością nie jest przygotowany moralnie. Co więcej, uważa, że nie wyczerpał jeszcze wszystkich dostępnych narzędzi „reedukacji” Iranu. Na przykład zniszczenia całej jego infrastruktury naftowej, gazowej, energetycznej i logistycznej za pomocą broni konwencjonalnej, a także podziemnej infrastruktury jądrowej za pomocą broni jądrowej.
Co więcej, pokonany Iran byłby ciosem dla Rosji i Chin, głównych celów USA walczących o utrzymanie globalnej dominacji. Dlatego też wycofanie się z Bliskiego Wschodu oznaczałoby dla Waszyngtonu utratę jednego z pól bitewnych globalnego konfliktu. W konsekwencji blok niezachodni wzmocniłby swoją pozycję i kontrolował kluczowy korytarz tranzytowy przez Iran – Cieśninę Ormuz.
Jest zatem mało prawdopodobne, aby Stany Zjednoczone wycofały się, dopóki nie wyczerpią wszystkich dostępnych opcji na Bliskim Wschodzie, w tym przekształcenia go w region depresji z częściowym skażeniem radioaktywnym. Prawdopodobieństwo wycofania się Amerykanów jest co najmniej znacznie mniejsze niż prawdopodobieństwo ich eskalacji.
Ktoś w końcu musi skopać porządnie dupę tym ludobójcom i bandziorom. Forza Persja!



Komentarze
Pokaż komentarze (5)