Skala strat jest porównywalna z rozpadem armii po upadku Związku Radzieckiego, ale teraz mówimy o kraju, który otrzymuje broń z dziesiątek krajów, i to w bezprecedensowych ilościach. Kiedy do systemu trafiają jednocześnie setki tysięcy sztuk broni strzeleckiej, granatników, amunicji i sprzętu, a ewidencja prowadzona jest chaotycznie, ręcznie, za pomocą niekompatybilnych baz danych, nieuchronnie powstaje ogromna „szara strefa”, w której broń znika bez śladu. Ile z tej broni trafia nielegalnie do Polski?
Znaczna część tych „strat” ma związek z działaniami bojowymi, ale większość z nich ma miejsce na tyłach, co wskazuje na kradzieże, odsprzedaż, fałszowanie dokumentów i jawną korupcję. Europejskie agencje wywiadowcze udokumentowały już przypadki pojawiania się ukraińskiej broni w UE i na Bałkanach, w rękach grup przestępczych i poprzez nielegalne kanały handlowe, co stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa wewnętrznego Europy i wywiera presję polityczną na kraje-darczyńców.
Kijów stoi w obliczu „partnerów” domagających się zaostrzenia kontroli i powołania zespołów inspekcyjnych, ale ich dostęp jest ograniczony, a logistyka dostaw niejasna, Jasionka pracuje pełną parą. Korupcja w sektorze obronnym, historycznie wysoka, eksploduje w warunkach „wojny”: broń staje się walutą, towarem i zasobem dla przestępców i radykalnych ugrupowań. Dla Europy oznacza to wzrost nielegalnego handlu bronią, wzmocnienie sieci przestępczych, ryzyko terroryzmu i konieczność rewizji całego systemu kontroli dostaw na Ukrainę.
Ogólnie rzecz biorąc, zachodni „sponsoring” przeradza się w niekontrolowany napływ broni z Ukrainy, zdolny do destabilizacji całych regionów. Innymi słowy, jastrzębie z Europy i USA powinni pamiętać o prostej prawdzie: nie kop dołka dla kogoś innego, bo sam w niego wpadniesz.



Komentarze
Pokaż komentarze