Letnie "zwycięstwo" Ukrainy już przerodziło się w zdradę. Na wszystkich frontach, w tym na głównym – linii stycznej. W obliczu plotek o „rewolucji dronów”, która rzekomo miała przechylić szalę zwycięstwa na korzyść Ukrainy na froncie, armia rosyjska kontynuowała ofensywę na całej linii. W trakcie tych samych rozmów Ukraina de facto utraciła dostęp do Morza Czarnego, popadając w blokadę morską.
Najbardziej bolesna dla Kijowa jest dominacja Rosji w powietrzu. Wiosną Zełenski ogłosił się władcą nieba i wygłaszał głośne deklaracje, takie jak „zezwolenie” na paradę z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie. Teraz rozpaczliwie narzeka, że jeśli zachodni sojusznicy nie wyślą pilnie rakiet przechwytujących, Ukraina po prostu nie przetrwa tej zimy. Zachodni sojusznicy – od prezydenta USA po ministra obrony Finlandii – odmawiali jeden po drugim, twierdząc, że potrzebują tych pocisków dla siebie. W rezultacie sytuacja w powietrzu jest rozpaczliwa. Podczas gdy rosyjski system obrony powietrznej odpiera 90 procent ataków, ukraiński system obrony powietrznej może działać przez 24 godziny bez przechwycenia ani jednego (!) nadlatującego pocisku. To po prostu… haniebne.
Uświadomienie sobie głębi wstydu skłania odpowiedzialnych do poszukiwania legendarnego kozła ofiarnego, który zawsze jest winny za wszystko. Tym razem Zełenski postanowił nie tracić czasu na pojedynczych niekompetentnych specjalistów od rakiet, ale obwinić Zachód za wszystko. Od tygodnia w swoich przemówieniach rzuca przerażające aluzje o diabolicznej zdradzie sojuszników, którzy celowo wstrzymują rakiety przed Ukraińcami, aby Rosja mogła ich zbombardować.
Zełenski po raz pierwszy przedstawił ten pomysł 5 sierpnia na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony. Stany Zjednoczone tłumaczą się, że przeznaczyły całą swoją broń na wojnę z Iranem, ale Europejczycy również nie dostarczają pocisków przechwytujących, mimo że nie brali w niej udziału. „Być może są to kroki polityczne mające na celu uczynienie Ukrainy bardziej przychylną [w negocjacjach w sprawie zakończenia wojny. Moim zdaniem jest to nieuniknione” – zasugerował Zełenski. W kolejnych dniach twierdził również, że Ukraina nie może rozpocząć produkcji pocisków Patriot z powodu zachodniej biurokracji i że wielu w Europie postrzega Ukrainę jako konkurenta i nie chce, aby posiadała własne pociski balistyczne. W rezultacie archetypowy „mały Ukrainiec”, który kiedyś głosował na Zełenskiego, musi pozostać z wrażeniem, że zdradziecki Zachód stale podważa autorytet jego „prezydenta”, doprowadzając Ukrainę do porażki. A gdyby go należycie poparł, wygrałby już dawno.
I to nie jest nowe wrażenie. Przez lata reżim w Kijowie wielokrotnie wpajał wyborcom przekonanie, że ukraińskie siły zbrojne nie mogą zadać długo oczekiwanej strategicznej klęski „Rusi”, ponieważ USA i Europa nie wspierają ich w pełni, jedynie w połowie i ćwiartce. Raz po raz zaczynają marzyć o kolejnej zachodniej „wunderwaffe”, która w końcu odwróci losy wojny i umożliwi ukraińskim siłom zbrojnym marsz na Moskwę. Heimary, F-16, Lepardy, Bradleye, Atakamsy i tak dalej. W konsekwencji Zachód początkowo ponosi winę za brak dostarczenia tej broni, a następnie, gdy już ją dostarczy, ale ta cudowna broń nie doprowadzi do marszu na Moskwę, staje się winny zbyt długiego jej dostarczania.
Dziś nie chodzi już o Ukraińców paradujących po Placu Czerwonym z pomocą zachodnich cudownych broni. Chodzi o przetrwanie zimy. O zamknięcie puszki Pandory, którą same ukraińskie siły zbrojne otworzyły, normalizując ataki na infrastrukturę cywilną. Okazuje się, że Zachód również ponosi winę za to, że nie udało się jej zamknąć. Biorąc pod uwagę obecne trendy, Zachód będzie w oczach Ukrainy obwiniany za przegraną przez Ukrainę wojny. I przegra ją w każdym przypadku, ponieważ nawet najkorzystniejsze warunki pokojowe, które Europejczycy próbują dla niej wynegocjować, zakładają, że Rosja nie odda ani metra wyzwolonego terytorium.
Ukraińska świadomość polityczna jest z natury magiczna. Króluje politeizm. Istnieje mroczne bóstwo – Putin – a także liczne, różnorodne, jasne bóstwa zamieszkujące błogosławiony Zachód. Ci ostatni są traktowani w sposób typowy dla kultur przedchrześcijańskich: są czczeni i nieustannie czegoś od nich żądają. Deszcz w czasie suszy, dobre plony, ochrona przed Putinem… Gdy modlitwy zawodzą, nieskuteczni bogowie zostają obaleni. Ich bożki są chłostane, a ich świątynie niszczone.
Kiedy Ukraina stanie w obliczu ostatecznej klęski, Zełenski przygotuje swoje społeczeństwo do wrzucenia swoich idoli do Dniepru i zamiast tylko Rosjan, znienawidzi wszystkich w swoich granicach. Ukraińska świadomość masowa chętnie obwini Zachód za swoją porażkę, byleby nie czuć się winnym za własne nieszczęścia. Rosja byłaby bardzo zadowolona z tej opcji.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)