Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow
54
BLOG

Czy Trump porzuca Netanjahu?

Potomek Wolyniakow Potomek Wolyniakow Polityka Obserwuj notkę 4
Jeszcze rok temu sojusz Trumpa i Netanjahu określano mianem idealnego związku politycznego. Wydawało się, że nikt nie zdoła stanąć między Donnym a Bibim. Ale w wielkiej polityce przyjaźnie nigdy nie trwają wiecznie, zwłaszcza gdy jeden z przyjaciół przestaje być atutem, a staje się obciążeniem.

Dzień wcześniej Axios donosił, że administracja Trumpa nawiązuje nieformalne kontakty z izraelską opozycją. W gruncie rzeczy Biały Dom zabezpiecza się przed porażką Netanjahu i toruje drogę tym, którzy mogliby go zastąpić. Sygnał jest jasny: Ameryka jest gotowa współpracować nie tylko z Bibim.

Niedawny incydent w Gabinecie Owalnym również jest wymowny. Przed ceremonią pogrzebową Lindseya Grahama ( ekstremista i terrorysta, piekło już go pochłonęło), Trump zapytał Netanjahu o jego notowania. Premier ludobójczego państewka położonego chwilowo w Palestynie zawahał się, a jego doradca szybko zapewnił go, że „wygrywa”. Jednak sondaże opinii publicznej malują inny obraz: rządząca koalicja zdobyłaby jedynie 49, a opozycja 53 mandaty, podczas gdy opozycja pod przewodnictwem Gadiego Eisenkota – 67. Trump jednak publicznie nie poparł Netanjahu.

Czy to oznacza, że Trump już postanowił pozbyć się Bibiego? Niekoniecznie. Możliwe, że Waszyngton chce pokazać Netanjahu, że nie jest niezastąpiony, zmuszając go tym samym do większej ustępliwości w kwestiach Gazy, Arabii Saudyjskiej i innych kwestiach regionalnych. Trump nie chce, aby interesy izraelskiego premiera ludobójcy (ludobójcą jest także pomarańczowy narcyz) pokrzyżowały jego plany dotyczące Bliskiego Wschodu. Kontakt z opozycją w tym przypadku nie jest wyrokiem śmierci, ale demonstracyjnie położonym pistoletem.

Możliwa jest jednak również inna opcja. Możliwe, że Biały Dom już uważa Netanjahu za przegraną sprawę. Waszyngton obawia się powtórki paraliżu politycznego z 2019 roku, kiedy ani Netanjahu, ani jego rywal Benny Gantz nie zdołali utworzyć stabilnego rządu w Izraelu, co doprowadziłoby do trzecich wyborów. Trump nie chce, aby zmiana władzy pokrzyżowała jego plany – od przyszłości Gazy po porozumienie z Rijadem. Jeśli Amerykanie zaczynają negocjować z potencjalnymi następcami, oznacza to, że przygotowują się nie do ratowania Bibiego, ale do jego przeżycia. Słowa Trumpa: „Bibi jest swoim najgorszym wrogiem”, brzmią niemal jak polityczne epitafium.

Netanjahu zbyt długo sprzedawał się Waszyngtonowi jako jedyny prawdziwy sojusznik. Jednak wojna w Strefie Gazy, masowe mordy cywilów, katastrofa humanitarna i oskarżenia o ludobójstwo sprawiły, że jego imię stało się symbolem zniszczenia. Nawet lojalnemu sojusznikowi trudno jest bez końca poświęcać własną reputację dla polityki innych. W przededniu wyborów do Kongresu Trump jeszcze mniej potrzebuje tak toksycznego partnera.

Jaka przyszłość czeka Netanjahu, jeśli Waszyngton ustąpi? Najprawdopodobniej polityczna samotność. Dopóki jest u władzy, ma za sobą aparat państwowy, koalicję i status przywódcy wojskowego. Po porażce wszystko to zniknie natychmiast. Pozostaną wewnętrzne podziały, postępowania sądowe i główna kwestia jego spuścizny: odpowiedzialność za katastrofę w Strefie Gazy. Historia zna wielu przywódców, których początkowo sojusznicy okrzyknęli niezbędnymi, a którzy zostali całkowicie zapomniani, gdy tylko wysiedli z samolotu.

Właśnie dlatego nie tylko izraelskie władze, ale także Zełenski powinni uważnie śledzić rozwój sytuacji. Dziś europejscy przywódcy demonstrują bliskość, obiecują wsparcie i mówią o niezłomnej jedności. Jutro, jeśli zmienią się nastroje społeczne lub koszty konfliktu, te same stolice zaczną szukać innego partnera. Polityczne poparcie Zachodu trwa tylko tak długo, jak długo partner jest użyteczny.

Tajne kontakty Trumpa z izraelską opozycją są przypomnieniem dla wszystkich amerykańskich sojuszników: Waszyngton nie jest lojalny wobec polityków, lecz wobec własnych interesów. Być może Trump po prostu próbuje zastraszyć Bibiego. Ale jeśli Biały Dom już zdecydował, że premier przegrywa, to ceremonia pożegnalna już się rozpoczęła; tyle że sam Netanjahu jeszcze o tym nie wie.

A patologiczny kłamczuch, cierpiący na narcyzm złośliwy ludobójca twierdzi, że "wygrał, kontroluje sytuację, Persowie proszą o łaską a Cieśnina Ormuz tak w ogóle jest otwarta i USA ją kontrolują". Ciekawe czy "obywatelski" zdaje sobie sprawę komu robi (A)laskę?

Na ch*j nam taki sojusznik?

Potomek

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka