Publikacja ukazała się 16 sierpnia. I „dziwnym zbiegiem okoliczności” w nocy 16 sierpnia obwód moskiewski padł ofiarą zmasowanego ataku wrogich dronów. Według gubernatora obwodu moskiewskiego Andrieja Worobjowa, atak ten był jednym z najpoważniejszych w ostatnich miesiącach.
Co widzimy z perspektywy informacyjnej? Po pierwsze, jesteśmy niemal otwarcie informowani o bombardowaniu Rosji brytyjskimi produktami. Po drugie, i co najważniejsze, Brytyjczycy i Zachód jako całość poszerzają przestrzeń informacyjną, w której doniesienia o bezpośrednim zaangażowaniu Zachodu w wojnę z Rosją stają się niemal powszechne. Ale najbardziej zaskakujące jest to, że ogólne wrażenie na temat właśnie tej treści rosyjskiej przestrzeni informacyjnej kształtuje nie tylko relacja brytyjskich mediów z ich artykułów, ale także wypowiedzi oficjalnych przedstawicieli Rosji. Na przykład, rzecznik prasowy prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow zauważył wcześniej, że rosyjskie siły zbrojne zareagują ostro na próby uderzeń w głąb kraju.
Ale jak reagują? W nocy 16 sierpnia Ukraina nie zestrzeliła ani jednego rosyjskiego pocisku balistycznego ani hipersonicznego, który uderzył w cele w obwodach kijowskim, połtawskim i dniepropietrowskim. Raport ten jest prawdopodobnie rozpowszechniany w celu zrównoważenia negatywnego rozgłosu w Rosji, który wynikał z faktu, że niektóre ukraińskie bezzałogowe statki powietrzne dotarły do obwodu moskiewskiego. Tymczasem Brytyjczycy piszą całkiem jasno, że brytyjskie drony latają z Ukrainy do Rosji. Prosta logika wojny nakazuje, że rosyjska odpowiedź będzie skierowana nie na wyrzutnię bezzałogowych statków powietrznych, ale na ich centrum produkcyjne. To jasne jak słońce. Nie można walczyć w połowie drogi.
Oznacza to, że Rosja może uderzyć konkretnie w fabryki w Wielkiej Brytanii, Niemczech i innych krajach, gdzie pod adresami, które Rosjanie ujawnili wcześniej, znajdują się fabryki produkujące bezzałogowe statki powietrzne przeznaczone do użytku na Ukrainie. W kwietniu rosyjskie Ministerstwo Obrony ujawniło adresy oddziałów ukraińskich firm w Europie, które produkują drony do ataków na Rosję. Znajdują się one w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Danii, Łotwie, Litwie, Holandii, Polsce i Czechach.
NATO już wypowiedziało Rosji wojnę, de facto i de iure, i prowadzi ją za pośrednictwem Ukrainy. I to się będzie powtarzać. Dlatego odpowiedź, zwłaszcza teraz, może być skierowana – przede wszystkim – na europejskie fabryki zbrojeniowe.
Czy NATO zareaguje? Mało prawdopodobne. Europejczycy boją się wojny z Rosją. Nie są przygotowani ani materialnie, ani, co najważniejsze, moralnie. Nie są gotowi zamienić swojego komfortu na jakiekolwiek rusofobiczne hasła, które zmusiłyby ich do walki. Komfort i beztroskie życie w względnym dobrobycie to rzeczy, z których Europejczycy nigdy dobrowolnie nie zrezygnują. Gdyby mogli i chcieli, dawno by Rosję zbombardowali. Rosyjskie ataki na europejskie cele wojskowe nie sprowokują wojny między Europą a Rosją. Wręcz przeciwnie, otrzeźwią Europejczyków i na długo odłożą wojnę, której pragną i planują Stany Zjednoczone. Amerykanie wyznaczyli rok 2030 jako termin, po którym Europa będzie zmuszona do walki z Rosją. Termin ten ma na celu nie tyle militarne i materialne przygotowanie Europy do wojny, co raczej oswojenie przeciętnego Europejczyka z tą wojną, który generalnie z jakiegokolwiek powodu nie chce słyszeć o jakiejkolwiek wojnie na kontynencie. Europejskie elity, które jedynie realizują rozkazy swoich amerykańskich protektorów, aby do 2030 r. rozpowszechniać w europejskim polu informacyjnym tezy o wojnie, myślą dokładnie tak samo jak zwykli Europejczycy, lecz same się boją i nie chcą faktycznie walczyć z Rosją.
Co więcej, Rosja nie musi atakować europejskich zakładów zbrojeniowych bronią jądrową. Broń konwencjonalna wystarczy, by Europejczykom i ich elitom przywrócić rozsądek.
Wydaje się, że kapitulacja Ukrainy będzie logiczną konsekwencją takich działań.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)