wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
68 obserwujących
113 notek
278k odsłon
  901   8

Bomba w górę! Czyli wyścigi konne.

Ani się obejrzałem, a na liczniku notek pojawiła się liczba 98, przypominająca o konieczności napisania czegoś osobistego. A zatem, aby wykorzystać okazję do złożenia podziękowań wszystkim moim czytelnikom i komentatorom, wybrałem na temat dwóch ostatnich przed symboliczną "setką" notek, trzeci element, którym się zdefiniowałem zakładając bloga. Rzecz raczej niekontrowersyjna i mam nadzieję, że jeśli ktoś zdecyduje się na napisanie komentarza, to w duchu pojednawczym i przypominającym o swoich własnych pasjach, czy zainteresowaniach.

Z wyścigami konnymi jestem związany od wczesnego etapu mojego życia i palcem mogę wskazać ducha osoby za to odpowiedzialnej. Jan Ciszewski. To ten legendarny komentator sportowy wprowadził w latach siedemdziesiątych  do ramówki telewizyjnej program "Służewiecka trójka", o szansach koni w gonitwach. Jako mieszkaniec Mokotowa miałem blisko, wielu moich znajomych uczęszczało i tak powoli zacząłem wrastać w świat wyścigów,  zasadami i kolorytem radykalnie odróżniający się od socjalistycznej rzeczywistości.

Za służewieckim murem można było spotkać wszystkich: przedwojennych arystokratów, byłych wojskowych z jednostek kawalerii, aktorów, pisarzy, badylarzy i inną prywatną inicjatywę, prezesów spółdzielni "Woreczek", oczywistych rzezimieszków, adwokatów, lekarzy, dziennikarzy i przedstawicieli zawodów nienazwanych , określanych dziś mianem celebrytów. Wielką grupę graczy stanowili zawodowi brydżyści, kierowcy MZK i studenci pobliskiego wydziału zarządzania. Niebywała mieszanka, podzielona na jednostki organizacyjne zwane lożami. To były niesformalizowane grupy znajomych, łączące się wokół wyścigowych znawców, dla których podstawą działania była wymiana poglądów. Na temat koni i ich szans, ale także dotyczących każdej innej dziedziny. 

Znane nam dzisiaj z mediów formy dyskusji nie miały na Służewcu racji bytu. Formuła przekrzykiwania i zakrzykiwania dyskutanta podważała istotę działania "lóż", więc ktoś narzucający swoje poglądy i nie umiejący słuchać przeciwstawnych, z reguły był wykluczany z obiegu towarzyskiego, krążąc gdzieś na obrzeżach, najczęściej z łatką wariata. Zupełnie odwrotnie niż we współczesnym świecie polityki. Wszelkie nieformalne grona dyskusyjne opierają się na naturalnej hierarchii. Najważniejszy jest ten kto ma największą wiedzę, intuicję i nieodzowne w grze szczęście. A wiedza o koniach wyścigowych to wyższa szkoła jazdy. Aby typować, trzeba znać rodowód rumaka, jego predyspozycje - czy lubi tor suchy, czy mokry, krótki , czy długi dystans, wolne, albo szybkie tempo gonitwy. Trzeba analizować formę stajni, warunki konkretnego wyścigu, przebieg konia w dystansie, różnice wag. To wszystko można znaleźć w programie gonitw, tyle , że trzeba go umieć czytać, a lektura to nie łatwa - maksimum treści w minimum formy. Zapis cyferek i skrótów. Zorientowanie się w tych wszystkich niuansach to robota na kilka lat. 

Byli wielcy znawcy, potrafiący z tych magicznych znaków wyczytać i wyłowić grubą kasę, czyli wyjść z toru "w złotych butach", choć na wyścigach żadna wiedza nie daje gwarancji i ryzyko "zgolaszenia się", albo "wyzłocenia" czyha zawsze i na wszystkich.

Tor służewiecki ruszył w 1939r. Sezonu nie dokończono i wyścigi z całym personelem przeniosły się do Lublina. Środowisko dżokejów, trenerów i stajennych jest bardzo hermetyczne, przed wojną to była arystokracja "ludu pracującego". Jeszcze w latach osiemdziesiątych spotykało się starszych ludzi, potrafiących rzucić komentarz - e ,panie co to teraz za wyścigi, przed wojną to jeździłem na widzowskich koniach hrabiego Lubomirskiego, albo u generała Andersa. Działając w Lublinie ludzie ci niemiłosiernie ogrywali szukających rozrywki Niemców, czego ślad pozostał w wyścigowej gwarze w formie zwrotu "lubelski wyścig". Wielu więźniów Gestapo tym wyścigom zawdzięczało wolność.

Wspaniały obiekt zlokalizowany na Służewcu, zastępujący dawny tor na Polnej, uchodzi do dziś za jeden z najpiękniejszych i najbardziej funkcjonalnych torów na świecie, przeszedł niedawno rewitalizację i całe szczęście, bo jeszcze do dziś wielu ludzi związanych ze środowiskiem, czuje zimny pot na wspomnienie warszawskich rządów Hanny Gronkiewicz - Waltz, ze wszystkich sił starającej się tor zorać i sprzedać deweloperom. Tu hołd trzeba oddać Andrzejowi Lepperowi - jego osobista interwencja zapobiegła ostatecznej katastrofie.

A wyścigi to legenda miasta. Jeszcze w serialu "Jan Serce" stary autochton  grany przez Wiesława Michnikowskiego tłumaczy głównemu bohaterowi, jakie trzy daty powinien znać prawdziwy Warszawiak: "ślubu, wybuchu Powstania i Wielkiej Warszawskiej". Ta ostatnia gonitwa, jedna z dwóch ( obok nagrody Derby ) najważniejszych w roku, odbywająca się zwyczajowo w pierwszą niedzielę października - gromadziła dziesiątki tysięcy ludzi. Do ręcznych wtedy kas nie można się było dopchać, podobnie jak do specjalnego wyścigowego autobusu "W". Gdy w 1986r. wytypowałem, że Dżet wygra z niepokonanym wcześniej Korabiem, z miejsca moje akcje w gronie lożowych fachowców wzrosły do takiej rangi, że czasami pytali mnie nawet "co liczysz?"

Wyścigi miały swoje rytuały - spotkania na "przedpłatach" w dzień poprzedzający gonitwy, w celu wymiany poglądów i ustalenia typów. Palenie programów po kończącej sezon nagrodzie "zamknięcia". W dniu otwarcia nowego sezonu sprawdzanie "kto przezimował", a kto nie.  Mało już z tego zostało, koloryt, język, specyfika - wszystko roztopiło się w ogólnej standaryzacji. Starzy fachowcy i pasjonaci powoli wymierają, nowi bywalcy raczej kłębią się przy wyszynku piwa i zapiekanek niż przy kasach. Dwa lata temu zmarł nestor, legendarny "Wacek Fajerka" ze Szmulek, ksywka nieprzypadkowa. Zwolnione miejsca na trybunach zajmują ludzi z nosem w smartfonie, dyktujący w kasie: poproszę za 5 złotych na zwycięstwo dżokeja Mazura. W ubiegłym roku wepchnął się przede mnie w kolejkę jakiś młody człowiek, który wręczył kasjerce plik kuponów i poprosił o sprawdzenie, czy to są wygrane "losy". Koniec świat.

Ciąg dalszy być może nastąpi, jeśli temat kogokolwiek zainteresował -:))).


Lubię to! Skomentuj85 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości