wsi zaciszna, wsi wesoła
O ojców grób, bagnetu naostrz stal
105 obserwujących
158 notek
401k odsłon
  4796   15

Plan Morawieckiego. Pożegnanie gotówki, pożegnanie złotówki

Wielki rządowy program przebudowy systemu gospodarczego, nie wiedzieć czemu nosi nazwę "polskiego ładu". W istocie jest bowiem elementem wielkiej idei zmiany modelu funkcjonowania światowej gospodarki, ubranym w nasze barwy narodowe i wtłoczonym w formy rodzimego ustawodawstwa. Celniejszym określeniem byłby "Plan Morawieckiego" bo to z osobą premiera wiążą się jego główne założenia. I tak jak sytuacja życiowa większości ludzi w Polsce to efekt osławionego "Planu Balcerowicza", osobiście realizowanego przez tę okrzyczaną postać, choć sformatowanego zupełnie gdzie indziej, tak i skutki "Planu Morawieckiego" na długo pozostaną w gospodarczym i społecznym pejzażu Polski.

Zasypywani masą szczegółowych rozwiązań, przeważnie podatkowych, tracimy z pola widzenia istotę całego przedsięwzięcia. Nie dostrzegamy jego pryncypiów, schowanych w pogmatwanej nowomowie. To wielki błąd, bo koncentrując się na szczegółach, tracimy z pola widzenia panoramę, a to właśnie ona przesądza o istocie projektu. Pewne jego elementy widzimy, bo są dobrze oświetlone, innych nie i nic w tym dziwnego, bo odpowiednia manipulacja wiązkami luxów, bitów i decybeli ma wywołać wrażenie czegoś zupełnie innego, niż bolesna rzeczywistość. Bo gdyby uważnie przeczytać jadłospis i nazwać potrawy po imieniu, to ze zdziwieniem spostrzeglibyśmy, co na tej uczcie ma być zjedzone. 

Koncentrując się na kwestiach podatkowych, grzęznąc w cyfrach i procentach, nie zauważamy istoty zmiany. A ma ona jeden główny cel. Eliminację wolnej przedsiębiorczości, na rzecz korporacji i ścisłe związanie obywateli siecią nakazowo - rozdzielczą, tkaną przez trzy wielkie biurokracje: rządową, samorządową i korporacyjną. Te organizmy żyją ze sobą w idealnej symbiozie, a pozorne tarcia nie zmieniają istoty rzeczy. Opresja rośnie i zmiata kolejne punkty społecznego oporu, wykorzystując do tego cały wachlarz instrumentów bardzo zręcznie zakamuflowanych pozorami wolności, wygody i bezpieczeństwa. Te trzy wartości mają trwale wyeliminować zaprzeszłą triadę, na której oparła się nasza cywilizacja - wiarę, nadzieję i miłość. 

Odarcie nas z całego dziedzictwa ma charakter systemowy, dekonstrukcja odbywa się na każdym polu, symptomy rozkładu są widoczne gołym okiem w sferze religii, rodziny, tradycji, relacji międzyludzkich, zwłaszcza tej społecznie najważniejszej: nauczyciel - uczeń, zawartej w starej kawaleryjskiej zasadzie "nie leź przed starszego". W "Planie Morawieckiego" dochodzi jeszcze jeden symptom zbliżającego się kresu starego świata. Eliminacja obrotu gotówkowego stała się dla premiera i jego dziwacznych współpracowników z Ministerstwa Finansów, absolutnym priorytetem. 

Mało kto zdaje sobie sprawę, że złotówka jako waluta, nie ma w Polsce bezpośredniej gwarancji konstytucyjnej. Ustawa zasadnicza deleguje kwestie emisji i nazwy pieniądza do ustawy o Narodowym Banku Polskim, a to już stan prawny gmatwa. Gdyby w konstytucji istniał wprost zapis typu " walutą RP jest złoty polski " rozstrzygnięcie byłoby jednoznaczne. Taki jednak artykuł w dziele Kwaśniewskiego się nie znalazł i czas coraz bardziej brutalnie pokazuje dlaczego.

Jakie to ma konsekwencje prawne? Wielorakie, ale przede wszystkim stwarza szerokie pole dla wszelkich prób likwidacji obrotu gotówkowego. Oczywiście dalej można twierdzić, że są one sprzeczne z konstytucją i argumenty takie mają swoją wagę. Jeśli bowiem prawnym środkiem płatniczym są znaki emitowane przez NBP w formie monet, lub banknotów, i to emitowane na podstawie jednoznacznego zapisu ustawy, wynikającego z równie stanowczej delegacji konstytucyjnej - to wszelkie szykany płatności dokonywanych przy pomocy tych znaków, muszą uchodzić za sprzeczne z ustawą zasadniczą. Muszą, ale ktoś to powinien orzec i jednak podzielić taką argumentację, nie odwołującą się wprost do konkretnej normy z ustawy zasadniczej. I tu robi się kłopot.

Mamy już pierwszy balon próbny, czyli zapis ustawy o przedsiębiorcach, zakazujący obrotu gotówkowego w obrocie pomiędzy firmami, pod rygorem niemożności odliczenia tak poniesionych kosztów od podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym. Póki co limit wynosi 15.000 zł, ale prawdopodobnie zostanie zmniejszony. W planie jest wprowadzenie zakazu jakichkolwiek transakcji gotówkowych, jeśli ich wartość przekracza 20.000 zł.

Kierunek został wytyczony jasno, a zmiana ma charakter systemowy, bo jeśli połączyć fakty, a zwłaszcza zajrzeć do ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu, to widzimy jak ogromne kompetencje dostały banki w zakresie nadzoru nad swoimi klientami, stając się i de facto, i de iure organami administracji i to działającymi z wyłączeniem przepisów kodeksu postępowania administracyjnego.

Nie trzeba wielkiego uporu w interpretowaniu przepisów owej ustawy, aby dojść do wniosku, że bank może anonimową decyzją zablokować dowolną transakcję, albo konto klienta, bez ponoszenia żadnych konsekwencji. Wprawdzie na niezbyt długi czas, ale wystarczający aby uruchomić przeciwko posiadaczowi rachunku całą procedurę restrykcyjną, prowadzoną przez wyspecjalizowane agencje rządowe.

A zatem cały obrót gospodarczy ma zostać wtłoczony w ściśle wytyczone i limitowane kanały dystrybucji, znajdujące się pod dokładnym nadzorem służb korporacyjnych i państwowych. Gwarancje ochrony praw podmiotowych są tu na tyle mizerne, że dowolny podmiot gospodarczy może zostać skasowany w mgnieniu oka. Mat w trzech, a w ekstremalnych wypadkach nawet w dwóch posunięciach.

A zatem pełna wiedza o transakcjach dokonywanych przez każdego obywatela staje się prawem intelektualnym trzech administracji, a pozyskiwanie i przetwarzanie informacji zostaje usankcjonowane przez państwo. Banki przestają być firmami i uczestnikami obrotu cywilnoprawnego, dostając od państwa część jego "imperium" w zakresie śledzenia całej aktywności gospodarczej i większej części aktywności życiowej obywateli.  Znany nam z mrocznych wyobrażeń o totalitaryzmie "Wielki Brat" , robi się przy tym mały, a w zastawioną sieć pchamy się ochoczo i dobrowolnie.

W oddali czyha jeszcze jedna konsekwencja, być może jeszcze nieuświadomiona. Jeśli wyeliminujemy obrót gotówki, to emisja pieniądza materialnego stanie się bezcelowa. Jedna z podstawowych funkcji NBP upadnie, bo emisję pieniądza jako zapisu cyfrowego na koncie zarządzanym przez korporację, będzie mógł prowadzić i kontrolować dowolny podmiot. Starczy drobna modyfikacja ustawy o NBP, podjęta zwykłą większością głosów. Przecież to co mamy zapisane w formie cyfrowej nie musi nosić nazwy złotówki. I niestety, wiele wskazuje na to, że to jest prawdziwy cel i finał całego przedsięwzięcia. Polska bez własnej waluty, a zatem Polska "bez".

Lubię to! Skomentuj250 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka