wsi spokojna wsi wesoła
O ojców grób bagnetu poostrz stal
149 obserwujących
278 notek
701k odsłon
  1676   7

Tratwa na Niemnie, czyli Tylża. Polska na Kongresie Wiedeńskim cz. V

Póki wojna republikańskiej , a potem napoleońskiej Francji z państwami zaborczymi, toczyła się z dala od ziem polskich, nasza sprawa narodowa nie miała żadnych poważniejszych widoków na zaistnienie w realnym politycznym wymiarze. Aktywność Jana Henryka Dąbrowskiego i wielu innych Polaków przylepionych do kolejnych francuskich rządów nie dawała podzielonemu krajowi żadnych praktycznych korzyści, a zatrzaśnięta nad Rzeczpospolitą grobowa płyta, wydawała się niewzruszalna. Walki toczone przez legionistów z Austrią i posiłkującą ją Rosją przypominały wprawdzie dawne czasy chwały narodowego oręża, ale niewiele zmieniały, poza zwiększającym się wciąż bagażem gorzkich doświadczeń i rozczarowań. Poświęcenie nie przynosiło politycznych rezultatów i masa zniechęconych Polaków wracała do ujarzmionej Ojczyzny, przekuwając miecze na lemiesze, czego najlepszym przykładem i kronikarzem jednocześnie był słynny potem Cyprian Godebski.

W końcu jednak dziejowa Nemezis w postaci Napoleona dopadła wreszcie państwo Hohenzollernów, wzrosłe na słowiańskich cmentarzach. Prusy długo stały na uboczu głównych teatrów wojny, konsumując niedawne zdobycze i czerpiąc korzyści z ogólnego zamieszania w Niemczech i Włoszech, ale genialne zwycięstwo "boga wojny" pod Austerlitz, uczyniło Cesarza Francuzów panem sytuacji, a i Wiednia przy okazji, zdolnym obalać trony i dowolnie wyznaczać granice państw, zwłaszcza na niezwykle zagmatwanej mapie politycznej Niemiec. Sytuacja Prus na początku 1806r. stała się dramatycznie zła. Mściwy Korsykanin podyktował im traktat w Schonbrun, obostrzony następnie w Paryżu 15 lutego 1806r. Hohenzollernowie musieli odstąpić Francuzom wiele ze swoich posiadłości w Rzeszy, w zamian dostając Hanower, co było wyjątkowo perfidne, bo wprost konfliktowało Hohenzollernów z rządzącą w Anglii dynastią hanowerską. Poza tym Prusy zostały zmuszone do zamknięcia swoich portów dla angielskich towarów i wespół z Francją zagwarantowania nienaruszalności granic Turcji, czyli kroku wprost wymierzonego w Rosję.

Te wszystkie ustępstwa nie powstrzymały Napoleona, jednoznacznie i bezwzględnie budującego swoją osobistą i dynastyczną hegemonię w Niemczech. Przywiedzione do ostateczności Prusy postawiły Bonapartemu ultimatum, domagając się wycofania wojsk francuskich z Niemiec i zezwolenia na utworzenie związku północno - niemieckiego pod egidą Prus. Termin spełnienia tych żądań król Fryderyk Wilhelm wyznaczył na dzień 08 października 1806r. Napoleon odpowiedział tymi słowy: " Żądałeś WKMość odpowiedzi do 8 b.m., jako dobry rycerz przynoszę ci ją sam".

14 października armia pruska przestała de facto istnieć , rozbita w dwóch bliźniaczych bitwach pod Jeną i Auerstedt. 27 października Napoleon wkroczył do Berlina. 03 listopada Francuzi byli już pod Poznaniem i Cesarz ogłosił tu swoją słynną odezwę: "Zobaczę czy Polacy godni są być narodem. Idę do Poznania, tam pierwsze powezmę wyobrażenie o ich wartości". Zaiste, ludzki pan.

Polacy nie zawiedli, wzniecając w Wielkopolsce antypruskie powstanie, potęgujące tylko chaos upadku niedawnych tryumfatorów, składających do grobu niepodległą Polskę. W ogólnym zamieszaniu królewska para pruska pospiesznie uciekła do swojej drugiej stolicy - Królewca, zabierając z Warszawy kasę biletów skarbowych. 06 listopada zjawili się w mieście Wybicki i Dąbrowski, czynnie przystępując do formowania wojska narodowego. Biernym pozostał Kościuszko, który mamiony słowami konsula Lebruna " Cesarz wciąż mówi o Panu", odparł " Ja zaś nigdy nie mówię o Nim".

Pomimo obiekcji Naczelnika, sprawy w kraju toczyły się w zawrotnym tempie. Klęska Prus była jednym z najbardziej spektakularnych upadków państwa w historii.  O tyle przy tym zaskakujących, że sprawa dotyczyła państwa uchodzącego za idealne. Ileż to się Polacy musieli nasłuchać ze wstydem o tej niemieckiej precyzji, praworządności, rządności w ogóle, sprawności gospodarczej, administracyjnej i naukowej doskonałości. I cały ten interes przewrócił się od jednego kopniaka.

Sprawy potoczyłyby się dla Prusaków zupełnie tragicznie, gdyby nie interwencja Rosji, spieszącej na ratunek upadającym Hohenzollernom. Dla utrzymania strategicznie ważnej linii Wisły, przybył na odsiecz 50 tysięczny korpus Bennigsena, a za nim , nieco słabszy Buxhoewdena. Warszawy jednak sprzymierzeńcy nie obronili. W nocy z 26 na 27 listopada  siły rosyjsko - pruskie przeszły na Pragę i spaliły za sobą most. Wieczorem 27 listopada od strony rogatki wolskiej wkroczył na wyludnione ulice Warszawy szwadron trzynastego pułku strzelców konnych z dywizji generała Miraud. Okrzyk "Francuzi!" porwał do czynu całą ludność. 28 listopada do Warszawy oficjalnie wkroczyli - w towarzystwie Księcia Józefa Poniatowskiego - Davoust i Murat. Ten ostatni natychmiast ogłosił się "namiestnikiem Cesarza". Jedenaście lat po tragicznym listopadzie 1795r., dla miasta i dla kraju zaświtała nadzieja.

Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura