kelkeszos kelkeszos
757
BLOG

Imperativus. Skąd się bierze prawo

kelkeszos kelkeszos Prawo Obserwuj temat Obserwuj notkę 54

Jak wskazałem w poprzednich notkach "imperium" w znaczeniu dosłownym i pierwotnym, to moc wydawania rozkazów, lub "kazania". W mowie potocznej to rozróżnienie nie ma wielkiego znaczenia, ale na gruncie prawa posiada dużą doniosłość, pozwala bowiem na określenie jego dziedzin. Przypomnijmy zatem tę istotną kwestię językową - pero ( słusznie kojarzące się nam z perorą i perorowaniem ) to mówienie długie i uroczyste. Przeciwieństwem "pero" jest "im - pero", czyli mówienie zwięzłe, krótkie i stanowcze, stąd tryb rozkazujący czasownika określamy w łacinie mianem imperativusa. W tłumaczeniu na polski, zwłaszcza gdy chcemy tego pojęcia użyć na gruncie prawa , mamy mały kłopot, bo "kazanie" ma dwa znaczenia - stanowcze polecenie wydane konkretnej osobie, albo długą mowę do ogółu. Pozostańmy przy tym pierwszym znaczeniu, bo ono w nauce prawa ma znaczenie fundamentalne, pozwalające na wyodrębnienie trzech głównych jego gałęzi  - cywilnej, karnej i administracyjnej. Dla prawodawstwa, zostawiamy termin roz - kazanie, bo przedrostek "roz" nadaje owej imperatywnej formie walor powszechności. Ustawa bowiem jest skierowana do wszystkich, natomiast "kazania" , takie jak wyrok, postanowienie , zapis umowy, czy decyzja administracyjna - tylko do indywidualnie określonych adresatów.

Tworząc państwo powierzamy mu zatem "imperium", czyli moc wydawania "rozkazów" skierowanych do ogółu obywateli, a zatem uchwalania konstytucji i ustaw, ale także w moc wydawania "kazań", opartych na prawodawstwie, ale adresowanych indywidualnie, do konkretnych osób. Chcemy przy tym, aby państwo wyposażone przez nas w owe imperativusy - zrób, daj, pójdź, zostaw, zapłać, wypełnij itd., było sprawne i sprawiedliwe.

W doktrynie prawa od zawsze spierają się dwa główne poglądy na temat jego źródeł. Naturaliści zawzięcie walczą z pozytywistami, starając się określić skąd moc wydawania rozkazów ma być czerpana i jak wykorzystywana, czy z praw natury, trwałych i co do zasady niezmiennych, czy też wyłącznie z woli tych , którzy posiadają siłę ogłaszania ustaw, o zasadach zrodzonych w głowach najmądrzejszych. Niestety zapomnianym dziś nurtem w szkole prawa natury, w pewnym też zakresie kontestującym jego założenia, była historyczna szkoła prawa, aktywna głównie w Niemczech w XIX w., z pomnikową niemal postacią Friedricha Carla von Savigny na czele. 

Jako, że "historycy" co do zasady sprzeciwiali się kodyfikacjom, ich dorobek ostatecznie popadł w zapomnienie, gdy całym prawem europejskim zawładnęły wielkie regulacje, a szkoda, bo poglądy Savignego i jego uczniów wyrastały wprost z tradycji rzymskiej , naniesionej na pierwotne zwyczaje ludów europejskich, zwłaszcza Germanów. I tu trzeba Niemcom przyznać, że stworzyli myśl wielką, dającą podstawy do budowania pojęć uniwersalnych. W Polsce ostatnim uczonym odwołującym się do tego dorobku był profesor Andrzej Stelmachowski , a większość swoich poglądów na temat pochodzenia prawa zawarł w świetnej monografii "Wstęp do teorii prawa cywilnego". Autor nieprzypadkowo zajmował się w szczególności prawem rolnym, bo w trakcie swoich badań i obserwacji mógł jeszcze widzieć zachowania niemal pierwotne i rejestrować jak działa zwyczaj i jak ewoluuje w prawo  stanowione. Sam pamiętam jak Dziadek pozwolił mi asystować przy transakcji sprzedaży konia, którą obserwowałem jak jakieś misterium i choć miałem ledwie kilka lat, to nawet nie drgnąłem - takie na mnie zrobiło wrażenie coś nieformalnego z punktu widzenia prawa państwowego, ale niezwykle uroczystego i wywołującego trwały skutek - z punktu widzenia wielkiej i długiej tradycji.

Bo tu dochodzimy do istoty tego, czym było prawo rzymskie i dlaczego na tym fundamencie dało się zbudować tak wydajną cywilizację jak europejska. Przede wszystkim było prawem aposteriorycznym, czyli następczym. Takich norm nie da się szybko stworzyć, mając większość w ciele ustawodawczym. Nie. Takie prawo rodzi się w wyniku żmudnej i wielowiekowej nieraz obserwacji ludzkich zachowań. Społeczności same wydeptują ścieżki, po których się poruszają, a ustawodawca dopiero po zarejestrowaniu i opisaniu tych ruchów, tworzy normy, zgodne z tym, co zwyczajowo już powstało. Na wydeptaną ścieżkę kładzie po prostu wygodną nawierzchnię i stawia znaki drogowe, aby publiczność mogła się poruszać wygodniej , sprawniej i bezkolizyjnie. Tak skonstruowane prawo ma przy tym moc abstrakcyjną, odkrywa i definiuje jakąś regułę i nadaje jej moc powszechnie obowiązującą. Dzięki temu możemy taki przepis adresować do jak największej ilości osób i stanów faktycznych. Jak znak drogowy. Pomyślmy jak by to wyglądało, gdyby znanych nam oznaczeń pozbawić mocy abstrakcyjnej, a nadać kazuistyczną. Kompletny chaos i niemożność poruszania się. I to również widzimy na gruncie prawa, bo przeciwieństwem tradycji rzymskiej - jest judaistyczna, aprioryczna. W tym systemie prawo pochodzi od proroka. A prorok to tylko pośrednik między Bogiem , a Jego Ludem, w zawarciu stosownego kontraktu. I zamiast prawa naturalnego, "wydeptanego" przez pokolenia, dostajemy niesłychanie kazuistyczny zestaw, nie mający nic wspólnego ze zwyczajem, czyli odkrywaniem prawa przez tradycję pokoleń. Na takiej podstawie da się stworzyć silną wspólnotę religijną, ale nie da się zbudować wydajnego państwa.

I niestety, w naszej współczesności tradycja judaistyczna kompletnie ruguje rzymską. Zwyczaj, normy abstrakcyjne i metody regulacji pozostawiające obywatelom jak najwięcej swobód w kształtowaniu ich przestrzeni, odchodzą w przeszłość, zastępowane przez koszmarną kazuistykę, ustawy oderwane od jakiejkolwiek tradycji, obyczajów i obserwacji naturalnych ludzkich zachowań. Już to raz przerabialiśmy, obserwując realny socjalizm, w którym prawem była "wola klasy panującej", a ślady przeszłości zmiotła "dłoń nasza", czyli azjatyckiej bandy, której się wydało, że jest mądrzejsza od Pana Boga. Niestety znowu zdążamy w tym kierunku i to we wszystkich możliwych aspektach. Przede wszystkim dzierżyciele "imperium" nie krępują się niczym  w wydawaniu rozkazów, tworząc tysiące ustaw, zarządzeń i rozporządzeń. W prawie karnym "imperium" jest wykorzystywane do penalizacji działań zmierzających do ochrony porządku naturalnego, prawo cywilne jest rugowane przez administracyjne, a autonomia woli zastępowana administracyjnymi nakazami i zakazami , w każdym z podstawowych kontraktów cywilnych jak kupno - sprzedaż, czy najem - wynajem. A na dodatek my sami, zaczynamy tworzyć niesłychanie rozbudowane umowy, które zamiast kilku artykułów określających to , do czego względem siebie strony się zobowiązują, zawierają dziesiątki zbędnych zapisów, czyniących kontrakt zupełnie nieczytelnym.

Niestety, zmierzamy w kierunku, który doprowadził w krajach objętych bolszewizmem do niesłychanej zapaści cywilizacyjnej. Każdy kto jeszcze pamięta zupełną degrengoladę społeczną i gospodarczą ostatnich lat Jaruzelskiego, będącą następstwem odrzucenia europejskiej tradycji prawnej, w której to szabat dla człowieka, a nie na odwrót, powinien pamiętać, że państwo ma służyć obywatelom, a nie ich zastępować. I pamiętać, że dla zakazów, kontroli i kar urzędnicy zawsze znajdą tysiące pretekstów. 

kelkeszos
O mnie kelkeszos

Z urodzenia Polak, z serca Warszawiak, z zainteresowań świata obywatel

Nowości od blogera

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka