Bogusław W. – kanclerz Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. Bardzo sumienny. Nie odpuścił żadnego z organizowanych przez siebie przetargów. Na każdym upodobał sobie jednego oferenta. Otrzymywane dowody wdzięczności pozwalały mu na dostatnie życie. O chleb powszedni nie musiał się więc martwić. Interes bardzo dobrze szedł, aż wiedza o nim doszła do CBA. Spowodowało to, niestety, pewne komplikacje w życiu pana kanclerza (nie organizuje już przetargów, natomiast się z nich spowiada), ale przyniosło również poczucie pewnej stabilizacji (o chleb nadal martwić się nie musi, do tego ma opierunek i darmowy dach nad głową).
Kazimierz S. – kierownik stołecznej pływalni. Bardzo dbał o swój obiekt. Modernizował go, remontował. Preferował proste rozwiązania: stała współpraca, zaufany wykonawca, stała stawka. Zgubiła go chęć podjęcia się nowych wyzwań, nowych kontaktów i nowych pieniędzy. Bo ci nowi okazali się być przebierańcami ze spreparowaną kopertą. Z CBA. I zapuszkowali naszego bohatera.
Dariusz K. – też kierownik. Tyle, że instytucji użyteczności publicznej. Konkretnie mówiąc – warszawskiego oddziału Poczty Polskiej. Firma się rozwijała, poszukiwała nowych dostawców i kooperantów. Dariusz K. „ustawiał” przetargi i za wygranie naliczał sobie prowizję. Namierzyło go CBA i podsumowało na 300 tysięcy złotych.
Paweł S. – to nie byle kto. To figura. Dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Warszawie. Bardzo pracowity. Cały czas pracy wypełniało mu wyłącznie organizowanie przetargów. Przetargi były lipne, to i niewiele dało się na nich zarobić. Wszystkiego 60 tysięcy w ciągu czterech lat. Wychodzi 15 tysięcy na rok. Co to jest? Inny za taki „zarobek” nawet palcem by nie ruszył. Ale Paweł S. nie był pazerny, pracował prawie społecznie. Jednak CBA na tej społecznikowskiej pasji dyrektora S. się nie poznało.
(W oparciu o SUPEREXPRES z 05.10.2007r.)


Komentarze
Pokaż komentarze (2)