WSI były do niedawna państwem w państwie. Nie dopuściły do przeprowadzenia weryfikacji swoich funkcjonariuszy. Nikomu nie udostępniały swoich akt; nikt ich nawet nie „czyścił”, no bo przed kim?
Nadszedł rok 2005. Nieoczekiwany wynik wyborów. Zmiana władzy. Likwidacja WSI. Na gruntowną prewencyjną selekcję teczek nie starczyło już czasu. Pozostały bogate zasoby akt, zawierające dokumenty, o których istnieniu mało kto wiedział, w tym kopie akt SB, wykorzystywanych przez wojskowe służby w działaniach operacyjnych. Kopie akt, których oryginały już dawno, bezpowrotnie i zdawałoby się: bez śladu zniknęły. Czyż w tej sytuacji można się dziwić niepewności i zdenerwowaniu niektórych środowisk?
Aktualnie o akta WSI toczy się bezwzględna walka. Nowa władza, reprezentująca te tzw. niektóre środowiska, chce teczki przynajmniej zamknąć przed światem (ich ujawnienie to nieuchronna kompromitacja wielu autorytetów i prominentów); poprzednia, pisowska - zinwentaryzować i na tyle, na ile to możliwe – ujawnić, celem pokazania mechanizmów zawłaszczania Polski przez układ okrągłostołowy. Stawka jest więc wyjątkowo wysoka. Tu nie ma przebacz.
W tej chwili punkt dla PiS. Co przyniesie jutro? Nie wiemy…


Komentarze
Pokaż komentarze (1)