W sagach Islandzkich o Jomswikingach z Wolina opisano pewne zabawne wydarzenie, które zakończyło się tragedią dla rodaków, którzy zwiali z pola bitwy w zatoce Hjorungavagr. Ponieważ niektórzy uczestnicy tych wydarzeń mieszkali później w Islandii, bardzo dokładnie opisali przebieg wydarzeń.
Naprani jak rakieta rodacy z Wolina pod przywództwem Sigvaldiego z Jomsborga upili się i złożyli ślubowanie, że wyruszą do Norwegii, zabiją Jarla Haakona, a jego córki zmuszą do małżeństwa. Cała sytuacja była intrygą króla duńskiego Widłobrodego, który chciał się na nich odbić za wcześniejsze uwięzienie go przez Sigvaldego. Podczas uczty, która miała charakter pogrzebowy, duński przywódca obiecał podbój Anglii, a w zamian Jomsborgowie obiecali podbój Norwegii. Nazajutrz po uczcie wszyscy mieli sporego kaca, niewiele pamiętali, ale słowo się rzekło, 60 okrętów wojennych popłynęło. Paradoksalnie zdobycie Anglii było łatwiejsze niż bitwy w fiordach Norwegii więc tylko zacytuję jak to się skończyło..
Gdy Jomswikingowie dotarli do wybrzeży Norwegii (w rejonie zatoki Hjorungavagr), napotkali ogromne siły zjednoczonych norweskich możnowładców dowodzonych przez Haakona. Rozpętała się jedna z najbardziej zaciętych bitew w dziejach wikingów, w której – według legendy – obie strony używały potężnej magii pogodowej, by odwrócić losy starcia. Podczas najgorszej nawałnicy i gradu, norweskie wojska zyskały przewagę. Widząc druzgocącą porażkę, Jarl Sigvaldi złamał swoją przysięgę i rozkazał ocalałym okrętom odwrót. Wielu wojowników nie chciało się poddać i walczyło do samego końca, a pamięć o ich niezłomności uwieczniono w staronordyckiej literaturze.
Nauka dla PL z tego płynie, żeby pochopnie nie decydować się na wojnę, bo w 90 procentach jest to podyktowane intrygą jeszcze gorszych wrogów, albo takich, którzy z tego czerpią. Z satysfakcją zauważam, że nazie rodzime elity są oczytane i uczą się, żeby unikach konfliktu za wszelką cenę..



Komentarze
Pokaż komentarze