Od początku było wiadomo, że abp Tadeusz Wojda to umiarkowany konserwatysta. I prawdopodobnie dlatego właśnie został wybrany przez większość biskupów na lidera, aby siedział cicho i nie robił skandali zbyt odważnymi postawami czy wypowiedziami. Ma przecież reprezentować ogół hierarchów polskich, a nie samego siebie. Natomiast o ile można zrozumieć, że nie chciano kogoś o skłonnościach do doktrynalnego postępu, wydaje się, że spora część członków Episkopatu Polski nadal nie przyjęła do świadomości, iż w przestrzeni społecznej Kościół musi mieć głos i twarz kogoś wyrazistego w dostrzeganiu "znaków czasu", czyli w języku świeckim po prostu ogarniania potrzeby zmian i jednoznacznego języka. To już ostatni moment. Inaczej Kościół w Polsce przestanie mieć jakiekolwiek poważne znaczenie w życiu społecznym i zostanie wyłącznie jedną z organizacji charytatywnych (a czasem "chłopcem do bicia"). Hierarchowie muszą zagrać może ryzykownie, ale paradoksalnie zarazem roztropnie - czyli myśląc o skutkach nie tylko na dziś.
Podstawową cechą reprezentanta krajowych biskupów powinna być odwaga. I analogicznie (jak na stanowisko egzorcysty) nieposzlakowana opinia - czyli brak "brudu za uszami". Przyda się też brak tendencji unikowych. Dlatego nie może być to nawet tak popularny kaznodzieja i ulubieniec mediów jak kardynał Ryś. Dopóki nie został mianowany kardynałem, nie miał odwagi, aby publicznie powiedzieć cokolwiek przeciw "braciom w biskupstwie". Tymczasem dyplomacja to teraz za mało.
Czy zatem biskupi mają w ogóle z kogo wybierać? Ławka jest krótka: abp Wojciech Polak czyli prymas Polski, który nie jest krasomówcą, lecz kiedy trzeba, stawia sprawy jasno - w tym nie boi się krytykować duchowieństwa, a także kilku mało znanych szerzej biskupów pomocniczych, którzy w lutym br. nie bali się otwarcie wyrazić oburzenia, kiedy odwołanie metropolity szczecińsko-kamieńskiego dokonało się z inicjatywy Watykanu przed osiągnięciem wieku emerytalnego przez ordynariusza, ale on i jego otoczenie próbowali wmówić, jakoby to był w pełni swobodny wybór. Jeden z komentujących wtedy tę sytuację biskupów Artur Ważny został w kwietniu "nagrodzony" mianowaniem na funkcję samodzielną - ordynariusza sosnowieckiego, gdzie po obyczajowych skandalach trzeba w diecezji przywrócić normalność. Natomiast jest to na pewno forma docenienia biskupa Ważnego.
Biskupi polscy mają może już ostatnią szansę, by rola Kościół nie została ograniczona tylko do sfery sakralnej, ale w przestrzeni publicznej utrzymał "jako taką" twarz. Musieliby jednak zejść z piedestału dostojeństwa i ewangelicznie przyznać się do błędu. Czy stać ich na taki radykalizm?
Rafał Osiński



Komentarze
Pokaż komentarze (3)